Czytam w internecie komentarze dotyczące samochodów elektrycznych i włosy mi się na głowie jeżą [choć nie mam ich już za wiele]. Samochody elektryczne przedstawiane są jako wymagające wymiany baterii co kilka lat, przejeżdżające 30 kilometrów na jednym ładowaniu albo trujące bardziej niż samochody spalinowe. Tymczasem badania naukowe pokazują, że to wszystko to raczej kłamstwa. Komu może zależeń na ich rozpowszechnianiu?

Cui bono?

„Cui bono” to rzymska fraza oznaczająca „na czyją korzyść”. Od setek lat stosuje się ją w policyjnych dochodzeniach podczas poszukiwania sprawców. Założenie jest jasne: zakazany prawem czyn popełnia ten, kto ma z niego korzyść.

Reguła świetnie się sprawdza, choć oczywiście zdarzają się sytuacje, w których przestępstwo popełnia przypadkowy wariat. Jednak według statystyk policyjnych jest to niewielki odsetek wszelkich wykroczeń i przestępstw.

Komu zależy na walce z samochodami elektrycznymi

Spróbujmy teraz przez chwilę się zastanowić, komu może zależeć na walce z samochodami elektrycznymi:

  • dużym dostawcom ropy naftowej do Polski,
  • producentom samochodów spalinowych sprzedawanych w Polsce,
  • dealerom samochodów spalinowych sprzedawanych w Polsce,
  • producentom i sprzedawcom paliw sprzedawanych w Polsce,
  • mechanikom / warsztatom naprawiającym samochody spalinowe w Polsce,
  • europejskim koncernom motoryzacyjnym, które są zacofane pod względem innowacji,
  • Polakom, którzy żyją z Polski jako podwykonawcy elementów do aut spalinowych.

Samochody elektryczne zasilane są energią elektryczną niezależną od ropy naftowej i składają się z mniejszej liczby części, co sprawia, że praktycznie nie wymagają napraw.

> Samochody elektryczne już są TAŃSZE niż spalinowe [BADANIE]

Oczywiście NIE DA SIĘ wykluczyć, że za nimi też stoi jakieś lobby (producentów energii? przeciwników koncernów samochodowych? przeciwników producentów ropy naftowej?), ale nawet w tym przypadku działalność tego lobby jest korzystniejsza dla naszego zdrowia.

Komentarze w internecie – co wiedzą wydawcy

Według badań prowadzonych przez różnych wydawców prasy i mediów elektronicznych na świecie, Czytelnik raczej skanuje treść niż ją czyta. A gdy skanuje, zwraca uwagę na następujące elementy artykułu:

  • Tytuł.
  • Pierwsze zdanie wprowadzenia (leadu).
  • Komentarze.
  • Śródtytuły.
  • Podpisy pod rysunkami.
  • Tytuły ramek / wstawek.

Jednocześnie Czytelnik najbardziej ufa komentarzom, ponieważ po cichu zakłada, że zostały one napisane przez zwykłych internautów: normalnych, porządnych, uczciwych ludzi, którzy nie mają żadnego interesu w rozpowszechnianiu kłamstwa.

Okazuje się, że założenie to można wykorzystać z doskonałym skutkiem. Mówi się, że kampania Donalda Trumpa, która pozwoliła mu wygrać wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych – a więc w największym mocarstwie świata! – była niezwykle aktywnie wspierana w komentarzach: w portalach (pod artykułami) i w mediach społecznościowych (Facebook, Twitter).

Komentarze na temat samochodów elektrycznych

Autorzy komentarzy to osoby inteligentne, dowodzone przez specjalistów od treści (contentu), którzy potrafią produkować wypowiedzi podobające się bardziej kobietom lub bardziej mężczyznom, doskonale radzą sobie z tworzeniem wypowiedzi prostszych (niższy współczynnik Flesch reading ease) lub bardziej „naukowych”, grających na emocjach albo przemawiających do rozumu.

Rzecz jasna wszyscy ci komentujący potrafią ze sobą dyskutować, wyrażać zdziwienie, wstępnie okazywać nieufność. Nie boją się wzmiankować konkurencji, ponieważ to podnosi wiarygodność wypowiedzi.

A właśnie o tę wiarygodność najbardziej chodzi, a nie o to, że ktoś zarobi milion lub dwa miliony złotych więcej. Bo te niewyobrażalne sumy pieniędzy są drobniakami przy dziesięcioletnich kontraktach na dostawy ropy naftowej lub spadających prognozach sprzedaży samochodów na najbliższe lata.

> Dlaczego katolik wybiera samochód elektryczny: Ezechiel, muzułmanie, piąte przykazanie

A zatem: czyja korzyść?

Cały ten przydługawy wstęp miał zasiać w Tobie, Czytelniku, wątpliwość co do opinii wyrażanych w internecie. Nie chodzi o wzbudzenie paranoi, a raczej o dawkę zdrowego rozsądku podczas zapoznawania się z wypowiedziami, które rzekomo zostały napisane przez podobnych Tobie internautów.

Poniżej zamieszczamy kilka komentarzy, które powinny wzbudzić Twoją nieufność. Wraz z naszym drobnym komentarzem:

Komentarz 1

Ale o tym wie uczen 5 klasy podstawowki. Poza tym producenci nie informuja o koniecznosci wymiany baterii, ktore jak kazde stale ogniwo sie wyczerpuje, a koszt takowego to… Tu producenci milcza jak makiem zasial. Mimo wielu trudnosci udalo mi sie dotrzec do ceny baterii – sredniej klasy kosztuje, uwaga … 8000 €. I wszystko w temacie

Opinia www.elektrowoz.pl:

  1. Producenci nie informują o konieczności wymiany baterii, ale w gwarancji jasno zaznaczają, na jakich warunkach ją wymienią (8 lat, 100 tysięcy kilometrów przebiegu)
  2. „milczą jak makiem zasiał” – jeden telefon wystarczy, by uzyskać informację, że koszt ogniwa do samochodu elektrycznego Nissan Leaf to 1 800 złotych,
  3. „Mimo wielu trudności” – podniesienie wagi komentarza, internauta niezwykle się starał, ale ktoś ukrywał przed nim informację,
  4. ceny baterii – sredniej klasy kosztuje, uwaga … 8000 €” – jak na Polaka komentarz dość dziwny, bo kto z nas myśli w euro zamiast w złotówkach? Co do samej ceny: dla Nissana Leafa jest zbliżona do prawdy, mniej więcej tyle kosztuje dziś bateria o pojemności 20-30 kWh. Ale nie, nie trzeba jej zmieniać co kilka lat.

Komentarz 2

Ani benzynowe, ani diesle, ani na gaz, ani elektryczne – NIE są, NIE były i NIE będą nigdy ekologiczne! Jedyny i najbardziej niszczony pomysł, ekologicznego i najmniej szkodliwego napędu, to silnik WODOROWY, którego budowa jest bardzo zbliżona do innych spalinowych…

Opinia www.elektrowoz.pl:

  1. Wymienienie jednym tchem diesla i samochodów elektrycznych narzuca odbiorcy tok myślenia.
  2. najbardziej niszczony pomysł, ekologicznego i najmniej szkodliwego napędu, to silnik WODOROWY” – fakty są takie, że nikt nigdy nie walczył z silnikami wodorowymi, ale też nieszczególnie przyjmują się one na świecie. Problemem jest niska efektywność (do uzyskania wodoru konieczne jest… dostarczenie energii), wysokie koszty stacji tankowania wodoru (kilka milionów euro) oraz zbędne skomplikowanie łańcucha dostaw (po co kompresować wodór, skoro energię potrzebną do jego kompresji można przesłać przewodwami do samochodu elektrycznego?).
    Fakty pokazują, że wodór nie chce się przyjąć: w Niemczech w tym roku kupiono kilkadziesiąt tysięcy samochodów elektrycznych i… cztery napędzane wodorem.
  3. którego budowa jest bardzo zbliżona do innych spalinowych…” – zwiększenie zaufania przez zastosowanie metody „lubię to, co znam”. W rzeczywistości ogniwa wodorowe to zupełnie inny rodzaj silnika (w dodatku: elektryczny, uzyskujący energię z utleniania wodoru), a dopiero w 2017 roku Mercedes chwalił się, że zmniejszył ogniwa wodorowe do tego poziomu, by mieściły się pod maską SUV-a GLC. W 2016 roku jeszcze wystawały:

Komentarz 3

Co tam koszty, co tam zanieczyszczenie powietrza przez elektrownie wytwarzające prąd. Ważne żeby naiwne społeczeństwo utrzymywało bez szemrania górniczych darmozjadów!!!

Opinia www.elektrowoz.pl:

  1. Komentarz populistyczny, usiłujący zjednać sympatię przez nawiązanie do górników, którzy postrzegani są jako „wykorzystujący system”.
  2. Przemycony fakt „co tam zanieczyszczenie powietrza przez elektrownie wytwarzające prąd” sprawia, że Czytelnik dochodzi do wniosku, że elektrownie wytwarzające energię do samochodów elektrycznych rzeczywiście muszą zanieczyszczać powietrze tak samo, jak auta spalinowe. I to częściowo jest prawda, ale badania pokazują, że samochody elektryczne z każdym rokiem trują mniej: Samochody elektryczne trują O POŁOWĘ MNIEJ niż diesle. W Polsce – o 25 procent mniej [BADANIE]

Komentarz 4

a ja polecam auta elektryczne i hybrydowe, mam toyote prius, używaną, sprawdzał mi ją konsultant z automotogo, sprawdził elegancko i działa, bez awarii, do tego można przyoszczędzić sporo. polecam bardzo

Opinia www.elektrowoz.pl

  1. Typowy spam automotogo lub twardego konkurenta automotogo.
  2. Należy pamiętać, że klasyczne hybrydy również uzyskują energię ze spalania benzyny, więc nazywanie ich „ekologicznymi” to dość frywolny żart.

Podsumowanie

Wszystkie zacytowane tutaj komentarze pochodzą z jednego artykułu, ale stanowią – wedle naszego rozeznania – przekrój opinii, na jakie można natknąć się w ogólnopolskich portalach informacyjnych i motoryzacyjnych.

Jak postępować z takimi komentarzami?

Najlepsze wyjście to zrezygnować z ich lektury. Obecnie szacuje się, że co najmniej 30 procent znajdujących się w komentarzach treści stanowią wypowiedzi sponsorowane i produkowane przez agencje. W portalach zbierających opinie o produktach takie wypowiedzi mogą stanowić nawet 80-90 procent wszystkich komentarzy.

Jeśli nie możemy powstrzymać się od lektury komentarzy, warto zapamiętać, żeby w wypowiedziach:

  1. Nie dawać się ponieść emocjom. Kto okazuje emocje, ten (dla internauty) nie ma rzeczowych argumentów i dlatego zaczyna się denerwować.
  2. Sprawdzać źródło każdej cytowanej przez siebie informacji zgodnie ze starą dziennikarską zasadą „Jeśli jesteś czegoś pewny, sprawdź to”.
  3. Dyskutować z faktami, na przykład prosić o podanie źródła rewelacji, informacji o importerze („dealer firmy X we Wrocławiu czy w Poznaniu?”).
  4. Nie podpisywać się imieniem i nazwiskiem lub innym nickiem, który może łatwo do nas doprowadzić.

> WIDEO: Who killed the electric car („Kto zabił samochód elektryczny”) – WARTO OBEJRZEĆ!

Ilustracja otwierająca zawiera mapę świata z największymi producentami ropy naftowej na świecie. Im kolor jest ciemniejszy, tym większa produkcja.

|REKLAMA|




|/REKLAMA|

Lotos zbuduje sieć stacji szybkiego ładowania w Polsce?

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 12 głosów Średnia: 4.5]