Gdyby Kalifornia (Stany Zjednoczone) była państwem, byłaby piątą największą gospodarką na świecie – większą niż Wielka Brytania czy Francja. Dlatego decyzja o stopniowym limitowaniu sprzedaży spalinowych ciężarówek i półciężarówek może być istotna dla wielu producentów.

Od 2045 roku wyłącznie ciężarówki zeroemisyjne, wcześniej stopniowe ograniczanie sprzedaży spalinowych

Nowe prawo zostało już przyjęte przez Kalifornijską Radę ds. [Czystego] Powietrza (CARB), która jest stanowym organem odpowiadającym m.in. za wprowadzanie i egzekwowanie norm emisji spalin. Regulacje mówią, że od 2024 do 2035 roku producenci samochodów półciężarowych (np. ciężkich pickupów) i ciężarowych, w tym ciągników siodłowych, będą musieli sprzedawać coraz większą liczbę modeli zeroemisyjnych (źródło).

> Daimler chce, by jego ciężarówki ładowały się z mocą „do 3 000 kW” (!)

W 2035 roku pojazdy elektryczne lub zasilane ogniwami paliwowymi będą musiały stanowić 40, 55 lub nawet 75 procent wszystkich sprzedawanych egzemplarzy. Dzięki temu na drogi trafi ponad 300 tysięcy zeroemisyjnych aut, głównie samochodów dostawczych i dużych pickupów, ale też około 17 tysięcy ciągników siodłowych.

Od 2045 roku na terenie stanu będzie można sprzedawać wyłącznie pojazdy zeroemisyjne.

Sytuacja jest o tyle interesująca, że w tej chwili nie ma właściwie producenta, który jest gotowy do masowej produkcji i sprzedaży dużych samochodów dostawczych zasilanych elektrycznie, o ogniwach paliwowych nie wspominając. Daimler posiada pierwsze egzemplarze, ale dopiero testuje rynek. Reszta firm ma do wyboru albo bratać się z Teslą i liczyć wspólnie, albo też na gwałt szukać nowych rozwiązań.

Zdjęcie otwierające: Freightliner eCascadia, elektryczny ciągnik siodłowy Daimlera (c) Daimler

To może Cię zainteresować:
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 2 głosów Średnia: 3]