Zgłosił się do nas Pan Bartosz, który kupił Kię e-Niro z baterią 64 kWh. Należał do wąskiego grona wybrańców: dzięki 280. miejscu na liście czekał na samochód „tylko” rok. Pan Bartosz pokonuje duże odległości, ale robi to z głową, więc samochód przejeżdża na jednym ładowaniu znacznie więcej niż obiecuje producent.

Kia e-Niro: specyfikacja i ceny

Gwoli przypomnienia: Kia e-Niro to crossover segmentu C-SUV występujący w wersji z bateriami 39,2 i 64 kWh. Samochód ma 100 kW (136 KM) lub 150 kW (204 KM) mocy, w zależności od pojemności baterii. W Polsce auto będzie dostępne w pierwszym kwartale 2020 roku. Polska cena Kia e-Niro nie jest jeszcze znana, ale szacujemy, że będzie rozpoczynać się od 160 tysięcy złotych dla wersji z mniejszą baterią i słabszym silnikiem.

Realny zasięg Kii e-Niro w dobrych warunkach i trybie mieszanym wynosi około 240 (39,2 kWh) lub 385 kilometrów (64 kWh) na jednym ładowaniu.

Kia e-Niro 64 kWh – wrażenia Czytelnika

Redakcja www.elektrowoz.pl: Zacznijmy od pytania, w którym kraju Pan mieszka, bo to może być istotne. 🙂

Pan Bartosz: Faktycznie. Mieszkam w Norwegii, a rynek skandynawski traktowany jest bardziej priorytetowo przez producentów samochodów elektrycznych.

Właśnie kupił Pan…

Kię e-Niro 64 kWh First Edition.

A co było wcześniej? Skąd taka decyzja?

Wcześniej jeździłem typową osobówką z silnikiem benzynowym. Samochody się jednak starzeją, wymagają coraz większej uwagi. Moje auto, z racji funkcji, jaką pełni w moim życiu, musi być przede wszystkim bezawaryjne. Grzebanie w samochodzie to nie moja bajka, a koszty napraw w Norwegii przyprawić mogą o zawrót głowy.

Czysta ekonomia i dostępność zdecydowały, że wybór padł na ten model w wersji elektrycznej.

Dlaczego właśnie e-Niro? Brał Pan pod uwagę inne auta? Dlaczego odpadły?

Rynek norweski zalany jest elektrykami, jednak dopiero pojawienie się samochodów o realnych zasięgach około 500 kilometrów pozwoliło mi na porzucenie silnika spalinowego. 

O elektryku myślałem już od około 2 lat, od czasu, gdy na rynku pojawił się Opel Ampera-e. Tyle że musiałbym na niego czekać ponad rok, z jego dostępnością były cyrki, a cena wariowała (nagle urosła). Na szczęście w międzyczasie pojawili się konkurenci. Zacząłem przyglądać się jednemu z nich, Hyundaiowi Kona Electric. Niestety, po zapisaniu na listę oczekujących dostałem miejsce w okolicy miejsca numer 11 tysięcy.

W grudniu 2017 roku dowiedziałem się o zamkniętych zapisach na e-Niro. Ruszyły na trzy miesiące przed oficjalnymi, więc udało mi się zdobyć 280. miejsce. Dawało to realny czas dostawy na koniec 2018 lub początek 2019 roku – to też ponad rok oczekiwania!

Myślę, że gdyby nie te wszystkie zawirowania z dostępnością Ampery-e, to dzisiaj jeździłbym właśnie Oplem. Hyundaia doczekałyby może moje wnuki. Ale jakoś tak się złożyło, że jako pierwsza dostępna była Kia e-Niro. I muszę powiedzieć, że jestem szczęśliwy: w porównaniu do Ampery-e czy nawet Kony to zdecydowanie większy i bardziej rodzinny samochód.

Brał Pan pod uwagę Teslę?

Tak, w międzyczasie miałem romans z Teslą Model X, która jako jeden z nielicznych elektryków pokonywała długie dystanse na jednym ładowaniu. Przymierzałem się do niej dość poważnie, jednak po kilku testach zrezygnowałem. Nie chodziło nawet o cenę, chociaż trzeba powiedzieć, że za jeden Model X można kupić 2,5 elektrycznej Kii. Autopilot, przestrzeń i komfort skradły moje serce, a efekt „wow” utrzymywał się tygodniami.

Jednak jakość wykonania (w stosunku do ceny) oraz problemy z serwisem zdecydowały, że zakończyłem ten związek. W obrębie Oslo są trzy punkty serwisowe Tesli, a mimo to w kolejce czeka się około 1-2 miesięcy! Od ręki naprawiane są tylko rzeczy zagrażające życiu. Nie mogłem podjąć tego ryzyka.

A co Pan sądzi o Modelu 3?

Model 3 traktuję raczej jako ciekawostkę: mniejsza wersja S-ki, która nijak nie pasuje do moich potrzeb. Zresztą, zakupu Modelu S również nie rozważałem. W ostatnim czasie do Oslo zawitał statek z około tysiącem sztuk M3, co sugeruje ogromny popyt na auto. Trochę mnie to nie dziwi, to jeden z nielicznych samochodów elektrycznych, który można mieć niemalże od ręki. Teraz nie ma praktycznie dnia, żebym nie spotkał na ulicy Modelu 3…

Z tym, że w moim przypadku odpowiednia jest tylko Tesla Model X. Ale zainteresuję się nią ponownie dopiero wtedy, gdy poprawią się warunki serwisowe.

> Nie kupujcie w tym roku nowych samochodów, nawet spalinowych! [FELIETON]

Dobrze, wróćmy do tematu Kii: trochę Pan już chyba przejechał? I jak? Nie jest za duża do miasta?

Wydaje mi się, że jest w sam raz. Biorąc pod uwagę moje potrzeby samochód ma nawet więcej przestrzeni niż powinien mieć. 🙂 Na ludziach, których miałem okazję przewozić, największe wrażenie wywiera prawie że normalnej wielkości bagażnik. To co w innych elektrykach tej klasy kuleje, w e-Niro wypada bardzo dobrze. Również w środku miejsca jest w sam raz, nawet biorąc pod uwagę czteroosobową rodzinę.

Nie pasuje mi trochę zwrotność, mogłaby być lepsza. Ale to już chyba specyfika tego modelu, nie napędu.

Sam komfort jazdy określiłbym jako wysoki.

Co się Panu najbardziej nie podoba? Czy samochód ma wady?

W moim odczuciu jedna z zalet Kii e-Niro jest również jego wadą: chodzi o umiejscowienie gniazda ładowania z przodu. Coś, co świetnie funkcjonuje przy ładowarkach, zimą okazuje się tragicznym rozwiązaniem. Przy obfitych opadach śniegu otwarcie klapki i dostanie się do gniazda momentami jest problematyczne. Przy takiej pogodzie również samo ładowanie bywa kłopotliwe, bo śnieg sypie wprost na gniazdko.

Gdzie ładuje Pan samochód? Ma Pan garaż z naścienną stacją ładowania?

Ha! Przy takim zasięgu nie czuję potrzeby korzystania z szybkich ładowarek. Nawiasem mówiąc: w Norwegii są one na każdym kroku, kosztują około 1,1 złotego za minutę [rozliczenie za czas postoju – przypomnienie redakcji www.elektrowoz.pl].

Osobiście wykorzystuję przydomową ładowarkę naścienną 32 A, która podaje 7,4 kW mocy. Czas ładowania auta od zera do pełna wynosi około 9 godzin, ale płacę połowę tego, co musiałbym wydać w trasie, na szybkiej ładowarce: mniej więcej 55 groszy za 1 kWh, wliczając już koszty przesyłu [stawka w Polsce jest bardzo podobna – przyp. red. www.elektrowoz.pl].

> Naścienna stacja ładowania w garażu należącym do wspólnoty, czyli moja golgota [WYWIAD]

Oczywiście samochód elektryczny to trochę inna filozofia jazdy i planowania trasy, jednak przy baterii 64 kWh nie czuję skoków adrenaliny związanych z kończącym się zapasem energii.

W porównaniu do poprzedniego auta: co jest najbardziej na plus?

Kiedy porównuję samochód spalinowy i elektryczny, to od razu przychodzi mi na myśl różnica w ciężarze portfela. 🙂 Jazda elektrykiem to 1/3 kosztów jazdy spalinówką – i to biorąc pod uwagę tylko koszty paliwa! Świetny jest też napęd elektryczny i błyskawiczna reakcja silnika po wciśnięciu pedału gazu. Wrażenia z jazdy bezcenne!

Kia e-Niro ma tylko 204 konie mechaniczne, ale w trybie „Sport” potrafi zrywać asfalt. Może nie są to 3 sekundy do 100 km/h, jak w Tesli, ale nawet obiecywane przez producenta 7 sekund sprawia niemałą frajdę.

A jak ze zużyciem energii? Zimą chyba jest spore?

Zima w Norwegii potrafi dać w kość. Dosyć powszechnym zjawiskiem tutaj są elektryczne bałwanki: pozamarzane i zaśnieżone samochody elektryczne z oczyszczonymi fragmentami szyb dla widoczności i kierowcami opatulonymi w najcieplejsze ubrania. 🙂

Jeśli chodzi o moje auto, to normalne zużycie energii w temperaturze około 0-10 stopni Celsjusza kształtuje się na poziomie 12-15 kWh/100 km. Oczywiście bez oszczędzania na ogrzewaniu i z temperaturą ustawioną na 21 stopni Celsjusza. Realny zasięg samochodu w takich warunkach, jaki zresztą ostatnio osiągnąłem, to 446 kilometrów.

Realne zasięgi samochodów elektrycznych segmentu C i C-SUV w trybie mieszanym przy dobrych warunkach

Jednak przy temperaturze poniżej 0 stopni Celsjusza zużycie energii mocno rośnie: do 18-25 kWh/100 km. Realny zasięg spada wtedy do około 300-350 km. Najniższa temperatura, jakiej doświadczyłem, to około -15 stopni Celsjusza. Zużycie energii wyniosło wtedy 21 kWh/100 km.

Zakładam, że nawet w siarczyste mrozy uda się przejechać minimum 200-250 kilometrów bez wyłączania ogrzewania.

A zatem szacuje Pan, że w idealnych warunkach przejechał by Pan na ładowaniu… właśnie: ile?

500-550 kilometrów jest jak najbardziej realne. Chociaż pokusiłbym się o stwierdzenie, że przy odpowiednim podejściu z przodu mogłaby się pojawić i szóstka.

A oto Kia e-Niro w nagraniu innego naszego Czytelnika, również mieszkańca Norwegii:

SUBSKRYBUJ, żeby wiedzieć wcześniej

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 2 głosów Średnia: 5]