Interesująca informacja The Independent. Portal opisuje możliwość wykorzystania zalegających na hałdach odpadów radioaktywnych w nowej generacji „diamentowych bateriach”. Miałyby one funkcjonować przez kilka tysięcy lat – w tym czasie nieprzerwanie generowałyby energię elektryczną.

Diamentowe „baterie” – ciekawe, ale czy do samochodów?

Wspomniane „baterie” zostały po raz pierwszy opisane w 2016 roku, a The Independent mówi o nowej generacji. Choć pasują do definicji „baterii” (patrz TUTAJ), w rzeczywistości precyzyjniej będzie używać sformułowania „generatory energii”. I tak też będziemy je nazywać.

Otóż diamentowe generatory energii mają posiadać anody z radioaktywnego izotopu węgla C-14 przetkanego warstwami diamentów. Przebiegający we wnętrzu generatora rozpad radioaktywny węgla generuje strumień cząstek beta (elektronów), które następnie zamieniają się w energię elektryczną. Stąd też zbiorcza nazwa tego rodzaju urządzeń: generatory betawoltaiczne.

> Cybertruck, Jay Leno, Elon Musk, a w końcu Tesla Semi w Hawthorne. Będzie ciekawe podsumowanie IV kwartału 2019

Energia rozpadu radioaktywnego jest na tyle niska, że można zablokować jej ucieczkę poza obręb generatora – nie ma więc ryzyka napromieniowania – ale na tyle wysoka, by zasilić jakieś urządzenia. Domyślnie mówi się o rozrusznikach serca, jednak James Barker z Uniwersytetu Bristolskiego wspomina też o zasilaniu telefonów komórkowych (źródło).

Co ciekawe, w 2018 roku w Moskiewskim Instytucie Fizyki i Technologii udało się wytworzyć diamentowy generator energii, w którym zamiast węgla C-14 zastosowano nikiel N-63. Trzy warstwy o łącznej grubości 22 mikrometrów były w stanie wygenerować moc 1 mikrowata. Całkowita gęstość energii takiego generatora wyniosła 3,3 kWh/kg, czyli ponad 10 razy więcej niż współczesnych ogniw Li-ion! (źródło)

Zdjęcie otwierające: czas życia diamentowego generatora energii liczy się w tysiącach lat (c) University of Bristol / YouTube:

To może Cię zainteresować:
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 11 głosów Średnia: 4.5]