W epoce pionierów najodważniejsi podróżowali Nissanem Leafem na Węgry (Leszek Gieniec) albo z małym dzieckiem na trasie Wrocław – Warszawa (Pan Bartek). Dziś nawet najtańszy elektryk ma dwa razy większy zasięg i przejazd nim nad Morze Bałtyckie odbywa się w zupełnie normalnym tempie.

Poniższa historia to opis podróży Pana Lecha z Głogowa (ciekawy zamek, polecamy!) do Międzywodzia. Została obrobiona redakcyjne, ale dla wygody lektury nie stosujemy kursywy.

Skoda CitigoE iV nad morze i z powrotem, czyli kupiłem i pojechałem

Skoda CitigoE iV to mały samochód segmentu A. Auto miejskie. Ktoś mógłby powiedzieć, że ten maluch nie nadaje się do długich podróży, ale ja akurat nie potrzebuję większego modelu, żeby raz na jakiś czas wybrać się trochę dalej. Właśnie się o tym przekonałem. Podróżuję sam z Żoną, miejsca na bagaże mamy aż nadto.

Mapy Google wyliczyły mi, że do przejechania 354 kilometrów potrzebuję około 4 godzin 15 minut [czas przejazdu może się różnić w zależności od godziny wyznaczania trasy – patrz choćby poniżej; przypomnienie redakcji www.elektrowoz.pl]. Po drodze jest trasa szybkiego ruchu z S3, a szybsza jazda to większe zużycie. Powiedzmy, że jakoś się w tym odnalazłem.

Na S3 ustawiłem sygnał powiadamiania o przekroczonej prędkości (wersja bez tempomatu) na 115 km/h i powiem szczerze, że bardzo często się włączał. Jechała Żona, a ona lubi szybką jazdę, dlatego w trasie było nie mniej niż 110, a często powyżej 120 km/h. Spróbowała nawet 140 km/h i samochód dał radę.

Mogliśmy sobie pozwolić na takie eksperymenty, bo do następnego ładowania pozostał niewielki odcinek trasy. I tutaj złota zasada z jazdy elektrykiem: im szybciej jedziesz, tym dłużej tankujesz.

Postój trwał 1:20 h, więc całkiem sporo – ładowałem się do 85 procent, żeby mieć pewność, że bezstresowo dojadę do następnego miejsca. Przy okazji porozmawiałem z właścicielem Tesli, która stanęła w pobliżu. Miałem okazję się też nią przejechać. Z wrażenia po tej wycieczce aż zapomniałem porobić zdjęcia i spisać dane z licznika.

Kolejny przystanek zaplanowałem w Szczecinie, przy Kauflandzie. Auto wpiąłem do ładowarki, a my wybraliśmy się na zakupy. Nie było sensu robić ich dzień wcześniej. Tutaj było już tylko 30 minut postoju i wyruszyliśmy do Międzywodzia.

Po dotarciu na miejsce mamy 140 kilometrów zasięgu, więc aż nadto. Skoda Connect stwierdziła, że przejechałem 362 kilometry, podróżowałem 4:52 h, miałem średnią szybkość równą 74 km/h i zużywałem 12,9 kWh/100 km. To czas jazdy, bez postojów na ładowanie.

> Kupiłem elektryka do miasta i… pojechałem nad morze. Zrobiłem w sumie 1 550 km [część 1/2]

Mieszkałem w apartamencie z podziemnym garażem i tutaj moje wielkie rozczarowanie: nie było w nim żadnego gniazdka. Niby cywilizacja, a jednak nie. Może wspólnota kiedyś zdecyduje się na montaż, na razie nie planują. Jeśli Wy gdzieś wyjeżdżacie, sprawdzajcie, czy punkt ładowania w pobliżu, a nie na przykład 4 kilometry dalej. To robi różnicę.

Na szczęście szybko znalazłem kemping, na którym mogłem podłączyć się do gniazdka. Przez 4 godziny naładowałem się do 85 procent, co było wartością wystarczającą, żebym ze spokojem myślał o podróży powrotnej.

W jej trakcie… nie będę Was zanudzał, kompletnie nic się nie wydarzyło. Starałem się ładować do 80-90 procent, raz go nawet przeładowałem, bo Żona zasiedziała się w centrum handlowym. Przejechałem 367 kilometrów ze średnią szybkością 72 km/h w czasie 5:05 h (czas jazdy, bez ładowania). Średnie zużycie wyniosło 13,2 kWh/100 km.

Dlaczego kupiłem elektryka?

Mieszkam w miejscowości pod Głogowem, do pracy mam 15 km w jedną stronę. W domku mam od kilku lat instalację fotowoltaiczną z nadprodukcją 1 700 kWh rocznie. W samochodzie to około 12 tysięcy kilometrów jazdy, czyli niewiele mniej niż pokonuje statystyczny kierowca według Głównego Urzędu Statystycznego!

W mojej pracy, pod samą bramą Huty Miedzy Głogów stoi bezpłatna ładowarka Tauronu z dwoma miejscami do parkowania. W odróżnieniu od kolegów nie muszę krążyć po parkingu w poszukiwaniu wolnego miejsca, by następnie spacerować kilkaset metrów do bramy wejściowej. Jeśli dodam do tego, że Żona kilka razy (6-9) w miesiącu dojeżdża do pracy w Legnicy (68km), to argumenty ekonomiczne powinny stać się przekonujące.

W chwili, gdy piszę te słowa, minął miesiąc od momentu zakupu. Przejechałem 2 300 kilometrów.

> Skoda CitigoE iV lub inny tani samochód elektryczny – czy można takim podróżować po Polsce? [MAPA]

Skoda CitigoE iV – wrażenia z jazdy

Zawsze miałem dwa samochody: jeden większy, do podróżowania (Mondeo, Grandtour, Cactus), drugi do przeciskania się przez uliczki (Polo, Fiesta, Picanto). Przed zakupem Citigo kilka miesięcy oswajałem Żonę z pomysłem na małego elektryka. Była sceptyczna, delikatnie mówiąc.

Wszystko się jednak zmieniło, gdy zaczęła nim jeździć. Uśmiecham się, że większego entuzjasty elektryków w okolicy chyba nie ma, a jeździ bardzo dużo. Jest zdecydowana: następny duży też mam kupić elektryczny.

W porównaniu do wcześniejszych samochodów mogę powiedzieć, że w tym segmencie CitigoE jest najlepsza: zwrotna, z wszystkim, co niezbędne, bez udziwnień. Brakuje mi właściwie tylko kamery cofania. Jazda jest przyjemna, samochód płynnie przyspiesza, dobrze trzyma się drogi, ma dość duży jak na klasę bagażnik, wygodne fotele, bardzo dobre nagłośnienie.

Na opisywanej trasie wcale nie byłem bardziej zmęczony niż po jeździe większym samochodem. Na wypad nad morze w sam raz, nawet z Dolnego Śląska. A że podróż trwa dłużej? Przy odpowiednim zaplanowaniu można połączyć przyjemne z pożytecznym (zakupy lub kawka). Na kilka takich wojaży w roku CitigoE nadaje się całkowicie.

Jednak mimo wszystko największą frajdę ma się jeżdżąc po mieście: nie ma problemów z parkowaniem, auto jest szybkie, zwinne, a przy okazji ekonomiczne.

Reasumując: nie żałuję zakupu. Uważam wybór elektryka, po pompie ciepła i fotowoltaice, za kolejny trafny i ekologiczny wybór przed emeryturą. Koszty utrzymania spadły mi do minimum. Rocznie na ogrzewaniu, prądzie i ciepłej wodzie oszczędzam 6,5 tysiąca złotych. Na paliwie kolejne 7,2 tysiąca złotych.

W sumie daje to 13,7 tysiąca złotych, czyli prawie cztery moje przyszłe emerytury.

Nota od redakcji www.elektrowoz.pl: bardzo nam się podoba ta historia. 🙂 Dziennikarze zwykle szukają dziury w całym, bo dziennikarz marudny wydaje się bardziej wiarygodny. Tymczasem Pan Lech podszedł do tematu zadaniowo: wsiadam, jadę, notuję, opisuję. Wsiadł, pojechał, zanotował, opisał. 🙂

To może Cię zainteresować:
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 14 głosów Średnia: 4.4]