Brak dostępności silnika elektrycznego, o którym myślałem od początku tego projektu trochę mnie martwił. Na szczęście nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zdecydowałem się na rozwiązanie, które na początku będzie wymagało trochę dodatkowej pracy, ale powinno się opłacić w dalszej perspektywie. O czym mowa?

Suzuki Vitara będzie jeździła z silnikiem Nissana Leafa

O napędzie z Nissana Leafa. Są to świetne silniki generujące dość dużą moc i dość duży moment obrotowy. Dwa razy większy niż oryginalny generowany przez silnik z Vitary, więc osiągi będą naprawdę niezłe. Rynek wtórny pozwala na kupno takiego napędu w całkiem rozsądnych kwotach. Ryzyko związane z kupnem używanej części też nie jest duże, bo nie za bardzo ma się tu co zepsuć ani zużyć.

Jest jednak jedno, dość zasadnicze „ALE”. Nie da się takiego napędu podłączyć do akumulatora, pedału przyspieszenia i innych elementów i oczekiwać, że będzie działać. Nie będzie i na tym polega trudność. Szczęśliwie mam pomysł jak rozwiązać tę kwestię. Czy się uda i ile pracy będzie to kosztować? Nie wiem, ale jestem optymistycznie nastawiony. Będę o tym pisał w kolejnych odcinkach. Póki co za sam silnik zapłaciłem 4000 złotych.

W międzyczasie udało się też podciągnąć prace blacharskie: wstawiłem całą nową podłogę, wzmocnienia i próg po stronie kierowcy (zdjęcie na górze). Poziom zaawansowania w odbudowie karoserii oceniam na 20%…

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 33 głosów Średnia: 4.5]