Organizacja ekologiczna Transport & Environment (T&E) uważa, że producenci ładowanych z gniazdka hybryd oszukują ludzi, gdy mówią o ich zeroemisyjności. Auta włączają silniki znacznie częściej niż można by się spodziewać. Robią to, gdy jest zimno, gdy trzeba nagrzać kabinę, gdy samochód jedzie na tempomacie albo gdy silnik elektryczny ma zbyt mało mocy.

Hybrydy nie „etapem przejściowym”, lecz „ostatnią deską ratunku” dla producentów?

O hybrydach plug-in mówi się, że mają być „etapem przejściowym” między samochodami spalinowymi i autami czysto elektrycznymi. Przy czym deklarują to najczęściej producenci oraz właściciele aut spalinowych, którzy obawiają się zbyt niskich zasięgów w elektrykach.

Właściciele samochodów elektrycznych rozumują w ten sposób znacznie rzadziej.  Ich zakupy świadczą wręcz o tym, że ten „etap przejściowy” można spokojnie pominąć.

Organizacja T&E podkreśla: producenci hybryd nie mówią prawdy. Wszyscy obiecują spalanie i zasięgi, które są nie do osiągnięcia przy normalnej jeździe, a o „zerowej emisji” występującej w [brytyjskich] reklamach nie ma w ogóle mowy (źródło). W podawanym jako przykład Mitsubishi Outlanderze PHEV wystarczy włączyć adaptacyjny tempomat, żeby uruchomił się silnik spalinowy.

Silnik spalinowy wystartuje również wtedy, gdy bateria stanie się zbyt zimna lub zbyt ciepła, nawet w trybie „EV Priority”.

Porsche Cayenne E-Hybrid, Range Rover i Range Rover Sport uruchomią silnik spalinowy, gdy elektryczny będzie oferował niewystarczającą moc. Właściwie wszystkie dostępne na rynku hybrydy ładowane z gniazdka, w trybie czysto elektrycznym rozpędzają się tylko do pewnej granicznej szybkości (zwykle około 130-140 km/h).

> Wielka Brytania kończy dopłaty do hybryd plug-in, chce dotować wyłącznie samochody zeroemisyjne

Według badań Miles Consultancy zaktualizowanego na potrzeby Guardiana, średnie spalanie wśród badanych 1,4 tysiąca hybryd plug-in wyniosło prawie 7,1 litra na 100 kilometrów. W materiałach reklamowych producenci mówią najczęściej o liczbach z zakresu 1,4-2,6 l/100 km. Nie dodając oczywiście, że dotyczy to dobrej pogody, naładowanej do pełna baterii i pierwszych 100 kilometrów.

Winni są tutaj również nabywcy aut, którzy zapominają o ładowaniu baterii.

Podsumowując: „hybrydy plug-in” to nie to samo, co „samochody elektryczne”. Bywają elektryczne, ale nie są takie zawsze, a władza ich nabywcy jest tutaj mocno ograniczona. Trudno zatem zrozumieć, dlaczego nad zatarciem tej różnicy ciężko pracują nawet organizacje branżowe, rzekomo promujące elektromobilność – jak Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych:

Nota od redakcji www.elektrowoz.pl: nie jesteśmy przeciwnikami hybryd plug-in, opisujemy je całkiem często. Walczymy jednak z pojęciem „etapu przejściowego”, ponieważ doświadczenie nabywców elektryków pokazuje, że to rzadko kiedy jest etap przejściowy. Bywa, zdarza się, istnieją nabywcy elektryków, którzy zaczęli od hybryd plug-in (np. Volta czy Outlandera PHEV), jednak nie są oni grupą dominującą.

To może Cię zainteresować:
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 11 głosów Średnia: 3.4]