Duża pula Tesli Model 3 Long Range „w tranzycie”? Rozeszła się. Tesle Model Y z dostępnością na wrzesień? Nie ma. Tesle Model 3 Performance „droższe, więc rzadziej kupowane”? Będą w grudniu. Kto zbyt długo się zastanawiał a koniecznie chciałby odebrać samochód we wrześniu, ma do wyboru już tylko Tesle Model 3 Standard Range Plus. Inne będą za parę miesięcy, większe i droższe Tesle Model S i X po faceliftingu spodziewane są za niemal rok.

Samochody Tesli rozchodzą się jak ciepłe bułeczki

Kilka dni temu opisywaliśmy sytuację w Norwegii, gdzie Tesla Model Y Long Range po niecałym miesiącu obecności na rynku już stała się najchętniej kupowanym elektrykiem (i samochodem w ogóle!) we wrześniu i III kwartale 2021 roku. Okazuje się, że podobnie może być w Polsce. Tesle Y i 3 Long Range z możliwością odbioru we wrześniu już się rozeszły, aut „w tranzycie” nie ma wcale, crossovery będą w listopadzie, sedany (Modele 3) – w grudniu.

W grudniu będą też Tesle 3 Performance, a na Tesle Y Performance poczekamy do początku 2022 roku. We wrześniu odbierzemy już tylko Teslę 3 SR+, ale tutaj też wybór nie jest łatwy, bo być może za trzy miesiące do sprzedaży wejdzie nowy wariant (2022) auta. Jego bateria ma zostać powiększona z 54,5 do 60 kWh, co powinno przełożyć się na zasięgi lepsze o około 10 procent.

Jednak chyba najgorzej jest w wypadku Tesli Model S i X. Tesle S LR z nowym zespołem napędowym i wnętrzem po faceliftingu dostępne będą dopiero w połowie 2022 roku. To samo dotyczy Tesli X – i doświadczenie pokazuje, że przy tak z grubsza określonych terminach możliwe są dalsze opóźnienia.

Na przesuwające się terminy z pewnością wpływa brak elektroniki, który, jak oceniają specjaliści z branży, może przeciągnąć się nawet do roku 2023. Ale w przypadku Tesli ważniejszy wydaje się inny czynnik: popyt. Na Teslę Y czekano od lat, Tesla 3 nadal oferuje najlepszy stosunek ceny do zasięgu (i możliwości) nie tylko wśród elektryków, ale nawet w porównaniu do aut z silnikami spalinowymi. Na przykład cena Audi S4 startuje od 330 800 złotych, samochód jest więc o niemal 100 000 złotych droższy od niedawnych Tesli Model 3 LR „w tranzycie”, wolniejszy (mniej dynamiczny) i oferuje mniej przestrzeni bagażowej.

Nota od redakcji www.elektrowoz.pl: biorąc pod uwagę gigantyczne zainteresowanie Teslami segmentu D nie należy się nastawiać, że po rozpoczęciu produkcji w Berlinie Model Y znacząco potanieje. Wręcz przeciwnie, w związku z wykorzystaniem w nim ogniw 4680 spodziewamy się, że jego cena może powędrować w górę.

To może Cię zainteresować:
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 2 głosów Średnia: 3]