Według analityka z portalu MarketWatch, trwający obecnie strajk robotników w General Motors wcale nie dotyczy braku porozumienia w kwestii płac i premii. Chodzi raczej o niepewność dotyczącą przyszłości, która wywołana jest strachem przed utratą pracy. Wszystko przez samochody elektryczne.

Auta elektryczne postrachem pracowników fabryk? Na to wygląda

Elektryki – to już powszechna wiedza – składają się z mniejszej liczby części, mniej jest też zużywających się elementów. Wytwarzanie samochodów elektrycznych daje się łatwiej zautomatyzować, a w niektórych fragmentach musi być zautomatyzowane ze względu na obecność szkodliwych dla zdrowia związków chemicznych (patrz: ogniwa) lub konieczność precyzyjnego łączenia dużej liczby podzespołów (patrz: baterie).

> Związki zawodowe w Hyundaiu: Samochody elektryczne to ZŁO

Analityk MarketWatch sądzi, że pracownicy wiedzą, że pytanie nie brzmi już kiedy samochody elektryczne staną się standardem, ale raczej jak szybko przebiegnie ta transformacja. Rosnąca niepewność wywołuje gwałtowne protesty, więc związki zawodowe starają się wywalczyć dobre warunki dla pracowników na możliwie długi okres – do 2023 roku (źródło).

Co wydarzy się później? Samochody elektryczne mają osiągnąć poziom cenowy aut spalinowych gdzieś w połowie przyszłej dekady, a zaczną sprzedawać się lepiej niż one w kolejnej. Rosnący popyt spowoduje przestawienie produkcji. Niektórzy analitycy wieszczą, że pracę w branży straci co najmniej 1/3 zatrudnionych w niej dziś ludzi.

Według MarketWatch Chiny i Europa podchodzą do tematu elektryków poważniej niż Amerykanie. Dlatego w dobrze pojętym interesie Ameryki jest rozwiązanie problemu strajków oraz zjednoczenie się pod wspólnym sztandarem, żeby nie przegrać w konkurencji z resztą świata – bo już dziś lokalny przemysł zaczyna od niej odstawać.

Zdjęcie otwierające: reakcja pracowników na wieść o zamknięciu fabryki General Motors w Ohio (c) MSNBC / YouTube

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 2 głosów Średnia: 4.5]