Taki pomysł na biznes: sprowadzać do Polski Hyundaia Kona Electric 64 kWh i sprzedawać go zainteresowanym. Później Teslę Model 3. W przyszłości e-Niro. Oczywiście nie ja na to wpadłem, ale pomyślałem o tym, jako o metodzie na dobry zarobek w krótkim czasie. Teraz właśnie sobie uświadomiłem, że w I i II kwartale 2019 roku to ryzykowna ścieżka… Dlaczego? Zobaczcie.

Pomysł na biznes obarczony dużym ryzykiem

Idea wydawała się świetna: ocenić zapotrzebowanie rynku na Hyundaia Kona Electric 64 kWh (zrobione), znaleźć zagraniczne salony, które mają samochód w ofercie od ręki (zrobione), znaleźć rokujące kanały sprzedaży (zrobione), sprowadzać i sprzedawać auto. Ten ostatni punkt należy czytać również jako „zamrozić dużą ilość pieniędzy w produkcie”. I tutaj jest pies pogrzebany.

> Dopłaty do samochodów elektrycznych 2019 w wysokości do 36 000 zł?! Ministerstwo ma projekt

Pięć dni temu, 14 lutego 2019 roku, gruchnęła wieść o projekcie Ministerstwa Energii dotyczącego dopłat do samochodów elektrycznych. Miałyby one wynieść do 36 tysięcy złotych. Czyli istnieje teoretyczna możliwość, że za kilka miesięcy samochody elektryczne będą tańsze o kilkadziesiąt tysięcy złotych.

„Teoretyczna”, ponieważ projekt jest na etapie konsultacji społecznych i sporo może się w nim zmienić. Może nawet zostać uśpiony.

Ceny samochodów elektrycznych mogą spaść. Znacząco!

Gdyby jednak Ustawa weszła w życie – a dopłaty do samochodów elektrycznych funkcjonują przecież w niemal całej Europie – to samochód kupiony dziś za, powiedzmy, 150 tysięcy złotych, za kilka miesięcy mógłby być w cenie 114 tysięcy złotych [obliczenia na podstawie maksymalnej kwoty dopłat].

Gdyby ponadto okazało się, że dofinansowania dotyczą wyłącznie aut nowych, byłbym upieczony. Miałbym samochód, który musiałbym sprzedać ze stratą, żeby odzyskać chociaż część zainwestowanej kwoty.

> Samochód elektryczny z największym przebiegiem? Ta Tesla Model S przejechała 0,8 mln kilometrów

Piszę o tym, ponieważ zaintrygowało mnie, że Toyota uruchamia akcję „dni otwarte” już w lutym. Widziałem takowe w czerwcu, w kwietniu, w listopadzie, ale ogólnopolskiej akcji w lutym nie pamiętam. Być może to tylko moja paranoja, może producent chce tylko wyprzedać starsze roczniki przed aktywnym rozpoczęciem sprzedaży nowej Corolli, Camry czy RAV4.

Ale może firma czegoś się domyśla? Gdyby cena Nissana Leafa zjechała w okolice cen Priusa, to Z CAŁĄ PEWNOŚCIĄ wolałbym kupić elektrycznego Nissana Leafa niż samochód spalinowy, jakim są hybrydy Toyoty.

> Samochody elektryczne, które mają zasięg 300+ km – klasa C, czyli kompakty [RANKING]

Konkluzja

Poddaję Wam ten temat pod rozwagę. Wiosna to nierzadko moment ożywienia w biznesie, a Ministerstwo Energii raczej jest świadome, że rozpoczynając prace nad taką ustawą spowodowało wstrzymanie oddechu w całej branży. I wstrzymanie wszelkich decyzji zakupowych – bo kupujący boją się, że przepłacą.

Nikt nie wytrzyma zbyt długo na bezdechu, więc ustawa może wejść w życie szybciej niż się spodziewamy. A wtedy ceny samochodów elektrycznych mogą polecieć w dół na łeb, na szyję. Czego, prawdę mówiąć, sobie i Wam wszystkim życzę. 🙂

Nota: powyższy wpis jest teoretycznym rozważaniem na podstawie faktów płynących z rynku. Jego autor (=ja) może się całkowicie mylić. Wszelkie decyzje biznesowe i zakupowe należy podejmować odpowiedzialnie.

Na ilustracji otwierające: Kia e-Niro w niemieckim salonie

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 2 głosów Średnia: 4.5]