Tesla obawia się, że w najbliższych latach może na świecie dojść do niedoboru pewnych pierwiastków, które są kluczowe w samochodach elektrycznych. Branża niepokoi się przede wszystkim kobaltem, tymczasem Tesla martwi się bardziej o miedź, nikiel i lit.

Tesla martwi się o przemysł wydobywczy

Jak informuje Reuters, Tesla martwi się o niedobory ważnych surowców ze względu na niedoinwestowany przemysł wydobywczy. Tymczasem dziś producent samochodów jest jednym z największych na świecie producentów baterii – kilka lat temu nikt o tym nie myślał – a z tego powodu konsumuje znaczne ilości miedzi, niklu czy litu.

Problem jest specyficzny dla branży i dotyczy długoterminowej współpracy między obydwiema gałęziami przemysłu. Reuters przypomina, że przemysł miedziowy gorączkowo pracuje nad zwiększeniem mocy przerobowych oraz uruchomieniem nowych kopalni, ponieważ samochody elektryczne wykorzystują dwa razy więcej miedzi niż auta spalinowe (źródło).

Tesla mniej martwi się o kobalt, choć jest on niezbędny w katodach ogniw Li-ion. Po raportach dotyczących wykorzystania dzieci w kopalniach kobaltu w Kongo, Musk stara się uciekać od tego pierwiastka przesuwając ciężar w stronę niklu. Według nieoficjalnych szacunków ogniwa 2170 Tesli wykonane w technologii NCA (nikiel-kobalt-aluminium) zawierają już mniej kobaltu niż najnowocześniejsze ogniwa NCM (nikiel-kobalt-mangan) 811 rozwijane przez koreańskie przedsiębiorstwa.

> Ogniwa baterii następnych generacji: Kia e-Niro z NCM 811 od SK Innovation, LG Chem stawia na NCM 811 i NCM 712

Jako ciekawostkę warto dodać, że zapotrzebowanie na wspomniane surowce rośnie także w innych segmentach rynku. Na przykład dzisiejsze inteligentne domy (ang. smart-home systems) mają wykorzystać 38 tysięcy ton miedzi. Tymczasem do 2030 roku technologia tak się spopularyzuje, że branża będzie potrzebowała aż 1,5 miliona (!) ton tego pierwiastka.

Na zdjęciu: weterani na tle fabryki Tesli (c) Tesla

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 1 głosów Średnia: 5]