Jak informuje Bloomberg, ceny litu na światowych giełdach spadły o 30 procent rok do roku. Wszystko przez to, że produkcja tego pierwiastka jest wyższa niż zapotrzebowanie. Lit to jeden z podstawowych składników ogniw elektrycznych – zarówno tych jednorazowych, jak też tych ładowalnych, które wykorzystuje się w telefonach komórkowych czy samochodach.

Rynek elektryków rozwija się wolniej niż przewidywano

Spadek cen litu jest wiadomością dobrą, ale nie bardzo dobrą. Oznacza on, że firmy produkujące (wydobywające) ten pierwiastek założyły, że zapotrzebowanie na ogniwa Li-ion będzie wyższe – prawdopodobnie w związku z rozwojem segmentu aut elektrycznych. W efekcie dochodzi do nadprodukcji metalu i obniżenia jego cen na światowych giełdach (źródło).

Ceny litu na światowych giełdach. Spadek trwa od pierwszej połowy 2018 roku i na razie nie widać końca tego trendu (c) Tradingeconomics.com

I faktycznie: na terenie Australii, która jest dziś największym eksporterem pierwiastka, od 2017 roku powstało sześć nowych kopalń. Spodziewano się wzrostu zapotrzebowania, tymczasem sprzedaż samochodów elektrycznych w Chinach spadła o 17,5 procent – a właśnie to Państwo Środka miało zasymilować największą część litu.

Chiny chwalą się ponadto obniżeniem kosztów wydobycia we własnych kopalniach. Prowadzi to do osłabienia kursu litu na światowych giełdach, ale długoterminowo powoduje również zmniejszenie produkcji przez firmy wydobywcze – co może przełożyć się na wzrost cen, który mógłby potrwać od kilku do kilkunastu miesięcy. Z drugiej strony zapotrzebowanie powinno zaraz urosnąć, już za 7-8 miesięcy Tesla planuje ogłosić informacje na temat skalowania produkcji ogniw aż do 1 TWh rocznie:

> Tesla chce produkować do 1 000 GWh ogniw rocznie. Teraz: 28 GWh, 36 razy mniej

Zdjęcie otwierające: kopalnia litu (c) Talison Lithium w Australii

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 3 głosów Średnia: 4]