PepsiCo zdecydowało się na stopniową wymianę taboru na pojazdy nisko- i zeroemisyjne. W fabryce Frito-Lay w Modesto (Kalifornia, Stany Zjednoczone) postanowiono całkowicie zrezygnować z ciężarówek i ciągników siodłowych z silnikami Diesla – zamiast nich pojawią się m.in. Tesle Semi i Volvo.

Ciągniki elektryczne zamiast kopciuchów

Fabryka w Modesto jest największym tego typu zakładem PepsiCo w Stanach Zjednoczonych. Firma uznała, że skonwertuje ją w obiekt o „emisji dwutlenku węgla bliskiej zeru”, co ma kosztować łącznie 30,8 miliona dolarów (równowartość niemal 122 milionów złotych). Zdecydowano się na zakup:

  • 15 ciągników Tesla Semi,
  • 6 ciągników Peterbilt 220EV,
  • 3 niewielkich ciągników BYD 8Y,
  • 12 wózków widłowych Crown,
  • 38 ciągników Volvo zasilanych gazem ziemnym i emitujących niewielką ilość tlenków azotu.

Średniej wielkości elektryczny ciągnik siodłowy Peterbilt 220EV wyposażony jest w dwie baterie o łącznej pojemności 148 kWh, dwubiegową przekładnię i oferuje zasięg około 160 kilometrów (c) Peterbilt

Całe zamówienie PepsiCo na Tesla Semi wynosi 100 sztuk – złożono je już w 2017 roku. Ale współpraca nie kończy się na pojazdach: Tesla ma dostarczyć producentowi żywności duży układ fotowoltaiczny, dwa magazyny energii oraz systemy ładowania ciężkich samochodów elektrycznych. Projekt powinien zostać ukończony do 2021 roku.

Tesla Semi wejdzie do produkcji pod koniec roku 2020. Ciągnik ma być dostępny w dwóch wersjach, z zasięgiem 480 i 800 kilometrów, które mają kosztować odpowiednio od 150 i 180 tysięcy dolarów. Nieoficjalnie mówi się, że ze względu na wagę baterii w ciągniku zostaną zastosowane ogniwa nowej generacji:

> Tesla Semi: kamery zamiast lusterek oraz zupełnie nowa architektura ogniw?

Zdjęcie otwierające: Tesla Semi przy siedzibie Frito-Lay (c) Brentlee / Twitter

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 2 głosów Średnia: 5]