Fanpage Elektrowozu na Facebooku był przez kilka dni niewidoczny. Usunęliśmy go – a precyzyjniej: rozpoczęliśmy ten proces, bo operacja tego rodzaju wymaga odczekania 14 dni – żeby coś sprawdzić. Bo platforma zaczyna powodować u nas pewne perturbacje, momentami bardziej nam szkodzi niż pomaga.

Facebook i skasowany fanpage – czego się dowiedzieliśmy

Podsumowanie

Trwający od czwartku do wtorku eksperyment pozwolił nam sprawdzić, jak dużą część jakiego ruchu ruchu stracimy, gdy znikniemy kompletnie z Facebooka (strona WWW i profil na Twitterze oczywiście zostały!). Wiemy już, że straty będą niewielkie i że bez problemu sobie z nimi poradzimy. Oraz zyskamy nieco czasu na prace, które są dla nas istotniejsze.

Na dziś fanpage ZOSTAJE, skoro używacie Facebooka w roli nowoczesnego czytnika RSS. Obiecujemy Wam również, że jeśli w przyszłości zdecydujemy się na jego usunięcie, zostaniecie o tym powiadomieni. Teraz nie chcieliśmy tego zrobić dla dobra eksperymentu, za co przepraszamy.

Dla zainteresowanych rozwinięcie poniżej:

Eksperyment z Facebookiem i nasze bolączki z tym narzędziem

Facebook jest narzędziem przyjaznym dla użytkownika, bo na jednym ekranie grupuje mu to, co może go zainteresować. Można zalajkować, skomentować, wysłać do innych bez przechodzenia między aplikacjami. Super wygodne. Ale w tej wygodzie jest pułapka: im częściej lajkujesz, powiedzmy, informacje o samochodach elektrycznych, tym więcej takich informacji dostaniesz.

To jest dobre. Sęk w tym, że aplikacja/strona a) nie rozumie, co jest dobre, bo zlicza interakcje, b) promuje treści generujące większą interakcję, c) dba o inne jeszcze interesy swojego twórcy. Większą interakcję z reguły wywołuje opinia śmieszna, zaskakująca, niepopularna, głupia, irracjonalna (np. „woda jest czerwona, tylko nasze oczy nie widzą tego koloru, bo przepływa przez nie krew”), bo kto by tam komentował truizmy (np. „woda jest przezroczysta”)? Powoduje to, że algorytmy Facebooka spychają Was w kierunku niepopularnych acz generujących dużą interakcję treści. Atakują Was czymś, co wywoła u Was reakcję.

„Dobra, ale przynajmniej strona WWW Elektrowozu ma dzięki temu ruch, więc po co to stękanie?” – powiecie. Te kilka dni bez fanpage pozwoliły nam sprawdzić, jak to jest w rzeczywistości. Tak wygląda [1] ruch z Facebooka w okresie piątek-niedziela (26-28.11) oraz tydzień wcześniej, [2] wspomniany weekend vs dwa tygodnie wcześniej:

Wniosek? Wyłączenie fanpage odjęło nam 56-59 procent ruchu przychodzącego z Facebooka, ale nie dla każdego dnia było to takie oczywiste (patrz pierwszy wykres: środkowy punkt/sobota i prawy punkt/niedziela). Dodajmy, że w wartościach bezwzględnych nie są to gigantyczne liczby, maksymalnie parę procent ruchu, zwykle 1 procent.

„No, potwierdza się, jest ruch. Po co były te dziwne eksperymenty?” – podkreślicie. I macie rację, dla wielu z Was Facebook jest odpowiednikiem czytnika RSS, za pomocą którego wygodnie przeskakujecie do wybranych treści. Albo nie, bo streszczenie macie właśnie tam.

Ale my widzimy, że Facebook ma do nas dość olewający stosunek:

  • sztucznie ogranicza organiczny wzrost, żeby wycisnąć z nas kasę („Wydaj 10 zł, żeby dotrzeć do 32201-56182 użytkowników”),
  • regularnie modyfikuje narzędzia, chyba w celu jakiejś integracji, co powoduje błędy, konieczność nauki kolejnych interfejsów (po co?!),
  • kompletnie nie dba o synchronizację między różnymi swoimi aplikacjami, np. na telefonie dostaję powiadomienie o wypowiedzi, która przyszła godzinę temu, ale którą zdołam wyświetlić za dwie godziny, bo wcześniej się nie da,
  • pozwala na zamieszczanie interakcji, które wyświetlają się jako powiadomienia, ale do których nie da się w żaden sposób dotrzeć.

To są drobnostki techniczne. Problemiki. Można je rozwiązać odinstalowując aplikację mobilną do zarządzania fanpage’ami (co też zrobiłem). Dla Was, Czytelników, to wszystko jest kompletnie nieistotne, Wasze doświadczenia są najważniejsze, pełna zgoda.

Tylko że tutaj też jest problem. Kluczowy: Facebookowi zdarza się promować wypowiedzi z kategorii FUD, wrzucać je na górę listy komentarzy, a spychać w dół opinie sensowne, normalne. Gorzej: Facebook zaczął usuwać komentarze zwykłych użytkowników, zaczął ukrywać wypowiedzi ważnych dla nas Czytelników, którzy są z nami od lat i zawsze wypowiadali się merytorycznie. Niektórzy się poskarżyli (np. Pan Tomasz, patrzcie poniżej), inni nie.

Pytanie: ilu sobie pomyślało, że to my ich odfiltrowaliśmy, skoro się podpisaliśmy, że „StosujeMY”, „my” = Elektrowóz? I co teraz zrobić? Jak dotrzeć do takich ludzi [tej wypowiedzi powyżej nie widzimy NIGDZIE]? Jak im wytłumaczyć, że to nie my, lecz Facebook, choć komunikaty bywają różne?Jaką część czasu przeznaczyć na tych Czytelników, którzy skanują tylko nagłówek i zadają pytania o kwestie OPISANE w treści (ergo: nie zadali sobie trudu, żeby kliknąć)?

Jak widzicie, nie są to łatwe zagadnienia. Szczególnie, że Elektrowozowi od zawsze zależało, żeby każdy uzyskał odpowiedź na swoje pytanie i żeby te odpowiedzi niosły ze sobą jakość. Oraz zachęcały do merytorycznej dyskusji.

Ocena artykułu
Ocena Czytelników
[Suma: 10 głosów Średnia: 4.2]
Nie przegap nowych treści, KLIKNIJ i OBSERWUJ Elektrowoz.pl w Google News. Mogą Cię też zainteresować poniższe reklamy: