W komentarzach na Elektrowozie, ale też w internecie, przewijają się czasem opinie, że ktoś „nie chciałby, żeby na wakacjach samochód ładował mu się przez półtorej doby, bo to go 'nie urządza'”. Podziwiam takich ludzi, że po podróży przez pół Polski następnego dnia znowu chce im się siadać za kierownicą zamiast wybrać się na zwiedzanie czy po prostu paść plackiem na kocu na plaży 🙂

Będzie się ładował przez 1,5 doby? To niech się ładuje!

Pracownicy mediów motoryzacyjnych często przejawiają w artykułach lekkie zdenerwowanie, że elektryk podłączony do ściennego gniazdka wyświetla prognozowany czas ładowania wynoszący dwadzieścia kilka, trzydzieści czy więcej godzin. Poniżej macie VW ID.3 Pro S (po faceliftingu), którego wpiąłem wczoraj w nocy do gniazdka w garażu. Zwróćcie uwagę, że limit ładowania ustawiony jest na 80 procent, a i tak prognozowany czas ładowania to 30:10 h, uzupełnianie energii powinno zakończyć się w niedzielę, o 6:43 rano. Koszty? Niech policzę: około 80 zł z uwzględnieniem strat za +400 km zasięgu (przed wyjazdem ustawię limit na 100 procent), co daje równowartość około 3,2 litra benzyny na 100 kilometrów.

W samochodzie obniżyłem moc ładowania, bo to nowe gniazdko, nie znam go. Auto nie informuje mnie, ile wynosi wspomniane „obniżenie”, z wyświetlacza wnioskuję, że chodzi o zbicie natężenia do 8 A, bo moc przeskakuje między 1,5 a 2 kW. Prawdopodobnie jest zaokrąglana do 0,5 kW. Gdybym zdecydował się na wykorzystanie pełnych 10 A, czas postoju byłby o 25 procent krótszy niż ten prognozowany teraz.

Gdybym musiał jechać rano do pracy, to… i tak bym sobie poradził. Załóżmy, że wróciłem i wpiąłem się o 20.00, a z gniazdka odpinam się o 6.00. Dziesięć godzin przy 10 amperach to co najmniej +20 kWh w baterii, od +80 do +125 kilometrów zasięgu po nocnym postoju, 40-60 kilometrów w jedną stronę.

Ale na szczęście moja praca jeździ ze mną w plecaku, a ja jestem tutaj, żeby odpocząć. Wczoraj przeskoczyłem przez pół Polski, dziś naprawdę nie chce mi się siadać za kierownicę. Że energia kapie sobie do baterii powoli? Kompletnie mi to nie przeszkadza, ja właśnie zwalniam, rozpoczynam relaks. Dokładnie tak samo byłoby, gdybym wybrał się nad morze czy w góry – zrobiłbym wszystko, żeby pierwszego dnia przede wszystkim się obijać, a nie gdzieś jeździć. Przewidziałem, że może pojawić się jakaś nagła sytuacja, zostawiłem sobie zapas zasięgu, więc tutaj też nie mam stresu.

Podkreślmy, że mówimy o samochodzie z wielką baterią, nowym VW ID.3 Pro S 82 (77) kWh. Gdybym jechał Teslą Model 3 RWD, byłoby nieco ekonomiczniej i do uzupełnienia też byłoby mniej energii, więc postój mógłby trwać krócej. Natomiast w tym egzemplarzu mógłbym pokusić się pokonanie całej trasy (~454 km) na jednym ładowaniu. Nawet wczoraj oznajmiłem to swoim Dzieciom i usłyszałem „Cooo? Nieee! Postój!” – i ja je trochę rozumiem, uświerknąć można, gdy się siedzi tyle godzin plackiem.

Ten VW ID.3 to strasznie fajne auto. Ma swoje, hm, oszczędności, ale cieszę się, że Volkswagen doszlifował wnętrze i zaczął eksperymentować z kolorami. Gdy go wczoraj odbierałem, nadrobiłem drogi na parkingu, żeby z bliska obejrzeć ten piękny błękit oraz dwa inne egzemplarze stojące w pobliżu. Wstyd się przyznać, tak mnie te lakiery oczarowały, że początkowo nie zorientowałem się, że patrzę na warianty po faceliftingu, dopiero maska spowodowała, że nabrałem podejrzeń (wskazówka: brak czarnej „poduszki”):

Nota od ŁB: osobnym zagadnieniem jest dostęp do gniazdka w miejscowości wypoczynkowej. Ja to załatwiłem w ten sposób, że wykonałem kilka telefonów. Za bodaj czwartym razem usłyszałem, że mam poczekać na „konsultacje z mężem”, po paru godzinach miałem zapewnienie, że znajdzie się gniazdko, przedłużacz, a nawet że wszystko zostanie tak ułożone, żebyśmy zostali ulokowani w domku jak najbliżej gniazdka. Mili ludzie: Rusinowo, Pani Małgorzata, 500269570 [mała reklama, tylko nie powołujcie się na Elektrowóz, bo będzie mi głupio; dziękuję]. Ostatecznie nie skorzystaliśmy, tegoroczna pogoda nad Bałtykiem nas wystraszyła, ale wierzę, że będzie jeszcze okazja.

W droższych hotelach w ogóle nie ma problemu, od dawna są przygotowane na gości z samochodami elektrycznymi. Anonimowym ekspertom z internetu z pewnością zmrozi krew w żyłach fakt, że te hotelowe punkty ładowania są najczęściej na parkingach podziemnych 🙂

Nie jesteśmy odosobnieni w naszych doświadczeniach, podobne sytuacje mieli nasi Czytelnicy:

Moje najdłuższe ładowanie to marina w Pięknej Górze. Tesla wpięta w łazience w gniazdko do golarki, nie odważyłem się ustawić więcej niż 8A. Auto ładowało się prawie dwie doby, a ja w tym czasie ujarzmiałem wiatr na Dobskim.

Najśmieszniej było jak ktoś o 2 w nocy potkął się o kabel, powiadomienia w Tesli to bardzo pożyteczna rzecz. Pani Bosman wpięła rano wtyczkę, i dobra jest ;p

Ocena artykułu
Ocena Czytelników
[Suma: 13 głosów Średnia: 2.8]
Nie przegap nowych treści, KLIKNIJ i OBSERWUJ Elektrowoz.pl w Google News. Mogą Cię też zainteresować poniższe reklamy: