Kompletnie absurdalna sytuacja. W Jasienicy niedaleko Tłuszcza straż pożarna gasiła jedną z baterii, która leżała w grupie aż pięciu (!) akumulatorów zdemontowanych z aut elektrycznych i hybrydowych. Gaszono ją, ponieważ wydobywał się z niej ogień i dym. Bateria elektryka to obecnie najdroższy element samochodu, jest warta mniej więcej 30-40 procent całego pojazdu.

Wyrzucić baterie z elektryka to jak ukraść sejf i wyrzucić jego zawartość

Zacznijmy od faktów: Ochotnicza Straż Pożarna z Tłuszcza poinformowała na Facebooku pożarze porzuconych baterii, do którego przyjechało w sumie pięć wozów straży (źródło). Z czasem okazało się, że chodziło o grupę pięciu akumulatorów, w tym jednego, z którego wydobywał się ogień i dym. Dlaczego? Już tylko domniemania: jeśli były naładowane i leżały luzem, to ich styki mogły się zewrzeć, jeśli leżały bardzo długo, mogła się dostać do nich woda, wreszcie ktoś mógł zdecydować się na ich podpalenie, żeby pozbyć się dowodów – możliwości jest sporo.

Oceniając po zdjęciu, akcja nie była szczególnie niebezpieczna:

(c) OSP Tłuszcz / Facebook

Złodzieja, który zdecydował się na porzucenie pięciu akumulatorów trakcyjnych w lesie, należy chyba doliczyć do grupy półgłówków gubiących dowody tożsamości w okradanych sklepach. Jeśli były to baterie „koreańskich samochodów elektrycznych” (nie hybryd, jak domniemywano), każda z nich warta jest co najmniej kilkadziesiąt tysięcy złotych. Stos pięciu baterii ma wartość mniej więcej kilkunastu małych sztabek czystego złota („kolekcjonerskich”, po paręset gramów każda), przy demontażu których ktoś się nieźle napracował, żeby następnie wywieźć je do lasu.

Ale istnieje też inne wytłumaczenie: paser mógł zrezygnować ze sprzedaży akumulatorów, bo mało kto jest zdecydowany na zakup półtonowego kloca o nieznanych parametrach i wątpliwego pochodzenia, szczególnie, że elektronika samochodu jest w stanie go rozpoznać. Taka bateria w najlepszym razie zostanie zdalnie wyłączona (jak to bywało przy Renault Zoe z akumulatorami w leasingu), w najgorszym razie przywiedzie mu pod drzwi policję.

Oczywiście można taką baterię rozłożyć do ogniw Li-ion, tylko że wtedy trzeba je albo sprzedawać seriami na rynku wtórnym – łatwo o wpadkę – albo też mieć „odbiorcę” w firmie składającej magazyny energii. Złodziej uznał więc pewnie, że woli wyrzucić sztabki złota, by zająć się zdemontowanymi siedzeniami, szybami, reflektorami czy innym elementami osprzętu.

Ocena artykułu
Ocena Czytelników
[Suma: 4 głosów Średnia: 4]
Nie przegap nowych treści, KLIKNIJ i OBSERWUJ Elektrowoz.pl w Google News. Mogą Cię też zainteresować poniższe reklamy: