Mniej więcej miesiąc temu brytyjski tabloid Daily Mail opisał „ojca ósemki dzieci”, „byłego żołnierza marynarki wojennej”, który „wynalazł baterię pozwalającą na przejechanie 2 400 kilometrów”. Jako że temat regularnie do nas wraca, postanowiliśmy go omówić.

W dużym skrócie: to robienie z ludzi balona. Ale takie baterie naprawdę istnieją – być może zainteresuje Cię też druga część, właśnie o Al-air, w której tłumaczymy, czym te ogniwa są oraz dlaczego nie nadają się do zastosowania w motoryzacji:

> „Ojciec ósemki dzieci” idzie dobrą drogą. Baterie Al-air naprawdę dają zasięgi 1 000+ kilometrów. Ale nie …

„Bateria”, która pozwala na kilka tysięcy kilometrów zasięgu

Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia: jeśli chodzi o zasięg na jednym ładowaniu, najlepszym dostępnym na rynku samochodem jest Tesla Model S Long Range, która przebija obecnie 600 kilometrów. Wartości powyżej 430 kilometrów realnego zasięgu (EPA) lub powyżej około 500 km WLTP występują praktycznie wyłącznie w Teslach.

> No i jest! Pierwszy samochód elektryczny z realnym zasięgiem 600 km – Tesla Model S Long Range

Dystanse powyżej 1 000 kilometrów na baterii są już trudne do wyobrażenia, ponieważ wykraczają poza możliwości typowych aut spalinowych. Tymczasem brytyjski inżynier, „ojciec ósemki dzieci”, „żołnierz marynarki wojennej” wynalazł „baterię, która gwarantuje 2 400 kilometrów (1 500 mil) zasięgu, gdyby została włożona do Tesli” (źródło). O co chodzi?

To nie bateria, lecz ogniwo paliwowe

Jak to w mediach tabloidowych, tytuł wymusza kliknięcie. Szybko dowiadujemy się o życiu prywatnym wynalazcy („ósemka dzieci”, „marynarka wojenna”) oraz o tym, że prototyp powstał już dziesięć lat temu, ale sprzeciwiał mu się przemysł motoryzacyjny.

Mniej więcej w połowie artykułu pojawia się pierwsza istotna informacja: chodzi o wytwarzanie elektryczności przez rozpuszczanie aluminium w jakimś „elektrolicie”. Jakim? To tajemnica. Ale metal możemy wziąć nawet z puszki po napoju.

I to jest klucz do całej „baterii”, ponieważ urządzenie w rzeczywistości jest ogniwem paliwowym. Wynalazca nazywa go ogniwem „aluminiowo-powietrznym”.

> Realny zasięg Hyundaia Ioniq Electric (2020) to 273,6 km. Coś dziwnego dzieje się z segmentem C/C-SUV

Podczas gdy w akumulatorze gromadzimy po prostu energię (elektryczną, kinetyczną, …), układ opisywany w artykule wymaga dostarczania paliwa. Nie jest wieczny. Opisywane w artykule „2,4 tysiąca kilometrów” to dystans, po którym ogniwo paliwowe trzeba… wymienić.

Twórca oszacował jego koszt na „zaledwie 5 tysięcy funtów”, czyli równowartość 25 tysięcy złotych. Jego propozycja odpowiada więc zastąpieniu baterii Li-ion jednorazowym ogniwem paliwowym, które będzie tańsze w eksploatacji przez pierwsze kilka-kilkanaście tysięcy kilometrów. Później koszty byłyby znacznie większe, co oznacza, że taki produkt nie ma żadnego sensu.

Podsumowując: tytuł Daily Mail to clickbait, który ma zachęcić do kliknięcia. Stworzony przez wynalazcę produkt nie nadaje się do regularnego stosowania w motoryzacji, ale istnieją firmy, które usiłują go sprzedawać. Więcej na ten temat w szczegółowym opracowaniu na temat ogniw Al-air:

> „Ojciec ósemki dzieci” idzie dobrą drogą. Baterie Al-air istnieją i naprawdę dają zasięgi 1 000+ kilometrów

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 87 głosów Średnia: 4.1]