Volkswagen pochwalił się, że uruchomił w Wolfsburgu (Niemcy) już 9 stacji ładowania z wbudowanymi magazynami energii. Dzięki nim możliwe jest ładowanie do czterech pojazdów z sumaryczną mocą 100 kW nawet jeśli przyłącze elektroenergetyczne ma niższą moc.

Stacja ładowania z własnym magazynem energii

Volkswagen po raz pierwszy zaprezentował swoje powerbanki dla samochodów elektrycznych w grudniu 2018 roku. Niedługo później zaczęto instalować je na ulicach Wolfsburga. Do początku 2020 roku uruchomiono 9 urządzeń stacjonarnych oraz stworzono 3 dodatkowe magazyny mobilne, które w razie potrzeby przewozi się w wybrane lokalizacje.

W związku z 80-leciem miasta Wolfsburg urządzenia będą dostępne za darmo dla wszystkich mieszkańców przez 80 tygodni.

> Elektryczne SUV-y i szybkie ładowanie: Audi e-tron – Tesla Model X – Jaguar I-Pace – Mercedes EQC [wideo]

Stacje ładowania posiadają dwa kable zakończone wtykami CCS oraz kilka gniazd, co daje możliwość podłączenia do nich łącznie 4 pojazdów: dwóch samochodów lub motocykli oraz dwóch hulajnóg lub rowerów. Na kablu z wtykiem CCS możliwe jest osiągnięcie mocy ładowania wynoszącej do 100 kW – i to wszystko niemal niezależnie od mocy przyłącza.

Volkswagen ID.3 (po prawej) na stacji ładowania wyposażonej w „powerbank” Volkswagena oraz dwa stanowiska Ionity (c) Volkswagen

W obudowie znajduje się bowiem dodatkowy magazyn energii o pojemności do 360 kWh, czyli pozwalający na uzupełnienie energii w 5-10 samochodach, w zależności od pojemności i stopnia rozładowania ich akumulatorów. Taki magazyn rozwiązywałby problem słabych przyłączy w wielu polskich lokalizacjach, gdyby nie… jego cena.

Volkswagen jej nie podał, ale pochwalił się, że zastosował we wnętrzu moduły ogniw stosowane w samochodach budowanych na platformie MEB. Biorąc pod uwagę, że firma ujawniła niedawno, że kupuje 1 kWh poniżej 100 dolarów, koszt samych tylko ogniw w magazynie wynosiłby 36 tysięcy dolarów (równowartość ~140 tysięcy złotych).

> Volkswagen płaci już mniej niż 100 dolarów za 1 kWh baterii VW ID.3. To gdzie te elektryki w cenie aut spalinowych?!

A jeśli dodamy do tego elektronikę, systemy monitorujące i chłodzące, przewody i wtyki oraz koszty badawczo-rozwojowe, prawdopodobnie dojedziemy do przedziału 0,5-1 miliona złotych.

Można by je obniżyć wykorzystując używane moduły baterii – urządzenie Volkswagena jest do tego przygotowane – jednak samochody na platformie MEB jeszcze nawet nie trafiły na rynek.

To może Cię zainteresować:
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 3 głosów Średnia: 4]