Napisał do nas pewien Czytelnik, że pojawił się na YouTube film o samochodach elektrycznych, który powinniśmy obejrzeć. Film opublikowano na kanale „Nauka. To Lubię”, nosi tytuł „Czy auta elektryczne na pewno są eko?” i zaczyna się hasłem „Porozmawiajmy o smart city”.

Nasza pierwsza reakcja po wsłuchaniu się w tytuł i zapowiedź:

Podsumowanie (zamiast wstępu)

Dziwny film, zupełnie nie na temat, który kanał sam sobie wyznaczył. Jeśli oczekujemy odpowiedzi na postawione w tytule pytanie, to około siódmej minuty usłyszymy, że kwestią szczegółowo zajmowano się w innym wideo 🙂

Oprócz tego całkiem ciekawa opowieść o historii motoryzacji w pigułce – mówimy to bez ironii – chociaż bez konkretnego związku z współczesnymi samochodami elektrycznymi. Wymieniane wady elektryków powtarzane są „ze słyszenia”, autor nie zadał sobie trudu, by je sprawdzić (o tym opowiadamy w głównej treści).

Po obejrzeniu filmu i chwili przerwy, gdy próbowaliśmy odnaleźć go na YouTube, szukaliśmy kanału „Nauka to bzdura” (przez skojarzenie z „Matura to bzdura”). Wydaje nam się, że ten podszept naszej świadomości dobrze oddaje wartość tego nagrania.

„Czy auta elektryczne na pewno są eko?”

W 1. minucie youtuber opowiada o historii motoryzacji, bez związku z tematem, który sam sobie zadał.

W 2. minucie youtuber opowiada o historii motoryzacji, bez związku z tematem, który sam sobie zadał.

W 3. minucie youtuber opowiada o historii motoryzacji, bez związku z tematem, który sam sobie zadał.

W 4. minucie youtuber opowiada o historii motoryzacji, bez związku z tematem, który sam sobie zadał.

W 5. minucie youtuber opowiada o historii motoryzacji, bez związku z tematem, który sam sobie zadał.

W okolicy 5:10 rozpoczyna się opowieść o Tesli, która świadczy, że youtuber nieszczególnie ma pojęcie o samochodach Tesli: „ich osiągi nie odstają od osiągów samochodów spalinowych, niestety, cena odstaje”.

Sprawdzamy, a do wyboru bierzemy taki samochód spalinowy, żeby to jego osiągi „nie odstawały zbytnio” od osiągów samochodu elektrycznego:

  • Tesla Model 3 Long Range AWD – 49 080 euro, po dzisiejszym kursie 257 193 zł,
  • Audi S4 – 318 900 zł.

Rozumiemy, że youtuberowi może się wydawać, że Tesla produkuje tylko Teslę Model S, ale pech chce, że najpopularniejszym samochodem Tesli jest Tesla Model 3:

Około 5:27 chyba zaczyna się właściwy film… a, nie, teraz będzie o akumulatorach i ich kosztach zakupu.

Wygląda na to, że około 6:30 zaczyna się odpowiedź na pytanie, które, powtórzmy, prezenter sam sobie postawił („Czy auta elektryczne na pewno są eko?”). Youtuber z klasycznym dla youtuberów samozachwytem stwierdza, że „sprawa jest skomplikowana” i że temat został omówiony w innym filmie.

😀

Mniej więcej po 7. minucie słyszymy, że „samochód elektryczny jest urządzeniem nowocześniejszym, bezpieczniejszym, cichszym, łatwiejszym w prowadzeniu i mniej awaryjnym” [w tle pojawiają się przebitki z filmu reklamowego Cybertrucka].

Chwilę później następuje obietnica „Polska energetyka będzie się zmieniała” i opowieść o tym, że zmieni się polski miks energetyczny, pojawiają się źródła odnawialne i energia jądrowa, „a to znaczy, że z czasem samochody elektryczne będą coraz bardziej zielone”. I tutaj akurat się zgadzamy, chociaż energii atomowej nie nazwalibyśmy „zieloną”, lecz co najwyżej niskoemisyjną.

> Volkswagen ID.3 ma poważne problemy z oprogramowaniem. 20 tys. aut do korekty [Manager Magazin]

Moment później słyszymy jeszcze, że „elektryki są platformą dla samochodów autonomicznych” (bez związku z tematem, ale fajnie, że wzmiankowano temat) i youtuber przechodzi do omówienia „największej wady samochodów elektrycznych”. Możliwe więc, że to właśnie tutaj zaczyna się odpowiedź na postawione w tytule pytanie.

Zostały mu już tylko 2 minuty filmu…

„Czy auta elektryczne na pewno są eko?”

Wygląda na to, że nie są, a ich podstawowa wada to: „W Unii Europejskiej tylko kilka procent baterii litowo-jonowych poddawanych jest recyklingowi”.

Usiłowaliśmy odnaleźć źródło tej informacji i mamy wrażenie, że może być nim portal C&EN (źródło), w którym napisano tak:

In Australia, for example, only 2–3% of Li-ion batteries are collected and sent offshore for recycling. (…) The recycling rates in the European Union and the US—less than 5%—aren’t much higher.

Liczby te pochodzą od Naomi J. Boxall. Kiedy dotrzemy do jej opracowań na ten temat, okazuje się, że powołuje się ona na dane z Australii z… 2012 roku (źródło). Jeśli poszukamy jeszcze głębiej, okazuje się, że cytowane dane na temat Unii Europejskiej pochodzą prawdopodobnie z raportu Friends of Earth z… 2010 roku.

Owszem, ten przedział („od 2 do 7 procent”) jest często powtarzany, ale jest, delikatnie mówiąc, przeterminowany.

W roku 2010 Nissana Leafa nie było nawet w Europie, Tesla wytwarzała w manufakturze Teslę Roadster, a na terenie naszego kontynentu rozpoczynały się pierwsze dostawy Mitsubishi i-MiEV. Mitsubishi Outlander PHEV – popularna na naszym kontynencie hybryda plug-in – miał zostać zaprezentowany dopiero dwa lata później.

Ogólnie: na rynku były koncepty, zapowiedzi, obietnice i… hybrydy Toyoty – tyle że te ostatnie korzystają przede wszystkim z baterii NiMH.

Youtuberze, proszę, oto oficjalne dane

Unia Europejska dysponuje obecnie takimi oto danymi: źródło. KE podkreśla, że wprowadzenie „Battery Directive” w 2006 roku nie przewidywało gigantycznego wzrostu zainteresowania bateriami Li-ion. Nie mają one osobnej kategorii, wpadają do „Other batteries”, więc omyłkowo mogą być klasyfikowane również gdzie indziej.

Nie zmienia to faktu, że jeśli rośnie udział baterii Li-ion na rynku, to prawdopodobnie rośnie ich udział w „Other batteries”. A poziom recyklingu „Other batteries” wynosi obecnie tyle:

Dodajmy też, że uruchamiany jest cały szereg projektów zajmujących się bateriami Li-ion, w tym także ich recyklingiem na masową skalę (np. projekt ReLieVe), ale nigdzie nie trafiliśmy na liczbę „kilku procent baterii litowo-jonowych poddawanych recyklingowi”.

I to już właściwie koniec wad samochodów elektrycznych. Chwilę później usłyszymy jeszcze, że istnieje coś takiego, jak drugie życie baterii samochodowych w roli magazynów energii, że jeden z nich jest w Amsterdamie, oraz że „to rozwiązanie nie jest docelowe, ale jest pomocne”.

Trudno powiedzieć, skąd ten błyskotliwy wniosek, skoro w Australii magazyn energii uznano za rozwiązanie docelowe. Sprawdzono i działa na wielką skalę. Inne kraje też się powoli przymierzają, również Polska chce uruchomić własny magazyn energii:

> W 2019 roku powstanie w Polsce największy magazyn energii o pojemności 27 000 kWh

„Partnerem cyklu „Porozmawiajmy o SmartCity” jest Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia.” Gratulujemy pieniędzy wydanych na coś bez ładu i składu:

Zdjęcie otwierające: delikatna satyra na zawartość filmu, przeróbka www.elektrowoz.pl (c) Nauka. To Lubię / YouTube

To może Cię zainteresować:
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 17 głosów Średnia: 4.5]