Przyglądamy się z bliska debacie zwolenników i przeciwników samochodów elektrycznych. Postanowiliśmy przenieść argumenty przeciwników o 70 lat naprzód, gdzieś w okolice roku 2090, żeby sprawdzić, jak będą wyglądały w konfrontacji z nowym, stworzonym przez nas wynalazkiem: samochodem pozytronowym. Oto wynik tego eksperymentu myślowego. To NIE JEST news.

Poniższa treść została w całości zmyślona. Wszelkie podobieństwa są zamierzone. Zapis został ucharakteryzowany na czyjąś wypowiedź. Dla wygody lektury nie stosujemy kursywy.

Samochody pozytronowe vs elektryczne

Pyta mnie pan, co sądzę sądzę o autach pozytronowych? Niechże się zastanowię…

Nowy rodzaj napędu? Fakt, czytałem niedawno na portalu pozytrowóz.pl – czy jakoś tak – że generatory samochodów pozytronowych potrafią przechwytywać strumień neutrin płynący ze Słońca. Ponoć generują z nich pary elektron-antyelektron (=pozytron), które anihilują i wytwarzają energię. Ta energia płynie do nas nieustannie i jest darmowa, ale, panie, czy to takie dobre, że auto ładuje się samo cały czas?

Proszę spojrzeć na mnie. Ja wiem, że samochód Żony mi się ładuje, bo stoję o, tutaj, nad ładowarką indukcyjną. Sąsiad podłącza się kablem w garażu i nawet jak zapomni, to wystarczy, że spojrzy i już wie, że samochód się ładuje – bo stoi w garażu.

A te neutrina to nie wiadomo, proszę pana. Niby lecą i samochód ładuje się cały czas, ale czy to nie jest mylące? Bo samochód stoi pod blokiem – i się ładuje. Stoi pod robotą – i też się ładuje. A człowiek nie wie, nie pamięta, czy stanął, żeby się ładowało, nie podłączył, więc cały czas jest w stresie i myśli sobie „A co, jeśli się nie ładuje?”

Albo taka sytuacja: noc. Skoro taki mały generatorek jest w stanie zatrzymać neutrina, to jakim cudem one przenikają przez drzewo albo Ziemię? Powiem panu, że mnie to pachnie robieniem ludzi w balona. Podejrzewam nawet, że w tych autach pozytronowych to oni schowali gdzieś zwykłą baterię…

Kolejna sprawa: dźwięk silnika. Wie pan, ja w swoim samochodzie bardzo lubię gang silnika z magnesami trwałymi. Człowiek depnie do dechy i słyszy, że jedzie – to brzmienie, ta melodia, aż ciarki po plecach latają! A w tych pozytronowych to są magnesy nadprzewodzące, bo energii jest tyle, że można napędzać auto i chłodzić hel. Tam nie ma żadnego dźwięku, nic, zupełnie!

Potrafiłby pan jeździć samochodem, którego w ogóle nie słychać?

Wróćmy jeszcze do tego generatora energii. Pan sobie przeczyta w Wikipedii, że podczas takiej anihilacji elektronu z pozytronem powstają kwanty gamma. Wysoce przenikliwe, bardzo szkodliwe promieniowanie. Producenci samochodów twierdzą, że 100 procent tych kwantów przetwarzają w energię elektryczną do napędzania auta. Ale obaj dobrze wiemy, że nie ma procesów działających w 100 procent.

Czyli część tego twardego promieniowania ucieka i promieniuje – gdzie? Ano właśnie: prosto w mój, za przeproszeniem, tyłek. Pan może tego nie wiedzieć, bo jest pan młody, ale około sto lat temu na terenie obecnej Rosji, w Czarnobylu, doszło do awarii reaktora atomowego. Jedna piąta Europy umarła wtedy na raka właśnie przez promieniowanie. Polacy cudem ocaleli dzięki pomysłowi Prezesa Pierwszego, żeby zaordynować ludziom płyn Lugola.

Ja niby rozumiem, że rak to teraz nie problem i w dodatku mamy na niego szczepionki – ale ani pan, ani ja nie wiemy, co te koncerny farmaceutyczne pchają do szczepionek. Może oni specjalnie nas chorobami zarażają?…

Zostawmy ten temat zresztą. Ta energia z neutrin to jest darmowa, bo powstaje w Słońcu. Tylko czy taka darmowa energia jest dobra? Zapasów węgla mamy jeszcze na 130 lat i ja, proszę pana, wolę jednak zapłacić te parę złotych, żeby mieć pewność, że akumulator naładuje się na fest. Dla gospodarki też jest lepiej, gdy pieniądz przepływa. Darmowa energia nie pomaga ani mnie, ani panu. Gdy nie palimy węgla, nie emitujemy dwutlenku węgla, który przecież jest gazem życia i pozwala na utrzymanie przyjemnej temperatury na Ziemi.

Jak słucham, że ludzie kiedyś wychodzili poza domy, gdy było poniżej 15 stopni Celsjusza, to mi się w głowie nie mieści, że można w taki ziąb gdziekolwiek się ruszać! Gdy czasem idę nocą i jest 22-24, to szczękam zębami z zimna.

Niepokoi mnie też to, że te generatory pozytronowe szybko się zużywają, a ich wymiana pewnie jest droga, droższa niż cały samochód. Niby naukowcy  uspokajają, jako dowód pokazują większe generatory dla silników statków obsługujących linię Ziemia-Tytan, ale sam pan wie: jak korporacja odpowiednio zapłaci, to i naukowcy pochwalą.

Z samochodami elektrycznymi też była taka afera na początku, cierpimy przez nią zresztą do dziś. Tesla obiecywała, że baterie wytrzymają 1,6 miliona kilometrów przebiegu. Cwaniaki jedne! Pan podejdzie i zobaczy: to jest Tesla mojego pradziadka – bo tamten, co się ładuje, to po drugim pradziadku; Żona teraz jeździ. Samochód ma raptem 66 lat, tylko 1,3 miliona kilometrów przebiegu, a pojemność baterii to ledwie 87 procent pojemności pierwotnej!

Nawet jak się naładuję do pełna, robię tylko 1 700 kilometrów i muszę znowu ładować. Po autostradzie wychodzi ledwie 900 kilometrów! Dla mnie skandal, bo ładowania też wcale krótkie nie są, czasem i z 5 minut człowiek na stacji ładowania kwitnie. Chociaż… lepsze to niż energia, która się w jakiejś skrzyneczce z Kosmosu ponoć bierze.

Powiem panu na koniec, że jak się zastanowię, to nie rozumiem fenomenu tych aut pozytronowych. Moim zdaniem wyłącznie samochody elektryczne dają frajdę z jazdy. Jeszcze są kierownice, można poprowadzić, a na Autopilocie, gdy jedzie pan do Wrocławia lub nad morze, można spokojnie otworzyć książkę, poczytać trochę, coś zjeść, ogólnie: obcuje się z pojazdem.

A w tych pozytronowych energii jest tyle, że oni zaczęli od szybkości podróżnych na poziomie 300 km/h, a teraz dochodzą już do 600 km/h. Przy takich szybkościach żaden człowiek nie wyrobi, musi pan polegać na automacie, więc tam nawet kierownicy nie ma. Wsiadasz pan, w ciągu 5 minut dojeżdżasz do tunelu i zanim człowiek się obejrzy, już jest na miejscu. Nie ma żadnej radości prowadzenia, zero frajdy z podróżowania, całkowicie bezduszna motoryzacja.

Nie, z tych samochodów pozytronowych to nic nie będzie. Wydaje mi się, że znacznie ciekawszą alternatywą, paliwem przyszłości jest wodór.

Zdjęcie otwierające: Mercedes EQS, elektryczna limuzyna Mercedesa. Tak mi się skojarzyła z samochodami przyszłości 🙂 (c) Mercedes / Daimler

To może Cię zainteresować:
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 32 głosów Średnia: 4.5]