Kanał „Onet Rano” opublikował nagranie z przejażdżki prezentera Jarosława Kuźniara z Jackiem Pawlakiem, prezydentem Toyota Motor Poland. Sądząc po liczbie wyświetleń, internauci wyczuli, że jest to reklama – ale mimo wszystko uznaliśmy, że z pewnymi kwestiami warto podjąć polemikę.

Podsumowanie

Występ Jacka Pawlaka (Toyota Motor Poland) w programie OnetRano jasno wskazuje aktualną strategię Toyoty: zniechęcać do elektryków, sprzedawać hybrydy i wizję wodoru jako paliwa przyszłości.

Słychać to w jego wypowiedzi: samochód elektryczny zawsze ma jakąś wadę, korzystanie z niego to ciągle problemy. Wodór przedstawiany jest jako „totalnie zeroemisyjny”, a hybrydy okazują się tymi dobrymi „elektrycznymi samochodami hybrydowymi”, które w dodatku „same się ładują”.

Film reklamowy -> Kosz.

Jarosław Kuźniar, Jacek Pawlak, Lexus, te problematyczne elektryki i wodór jako paliwo przyszłości

Zacznijmy od tego, że Jacek Pawlak nieprzypadkowo szefuje Toyota Motor Poland. Już w momencie, gdy wchodzi do samochodu, widać, że jest genialnym marketingowcem i sprzedawcą. Choć ten model Lexusa prawdopodobnie oglądał dziesiątki tysięcy razy, do znudzenia, wsiada do niego z entuzjazmem i zachwala: Mega auto!

Ten entuzjazm jest rewelacyjny: gdy ktoś nie wie, że Lexus jest marką Toyoty, zobaczy gościa Onet Rano autentycznie zachwyconego samochodem. Czy istnieje lepsza rekomendacja tego modelu?

Jarosław Kuźniar jest w odwrocie, waha się, tymczasem Jacek Pawlak przechodzi do dyskusji i od razu zachwala samochód: Jak się jeździ niskoemisyjnym, hybrydowym Lexusem?

Prezenter odpowiada, że pilnują tego, żeby szkodzić najmniej, jak się da.

Komentarz www.elektrowoz.pl: zakłopotany prezenter wkopuje całą redakcję Onet Rano, bo zdradza, że ci „oni” są niezbyt skrupulatni. Gdyby pilnowali bardziej, jeździliby samochodem elektrycznym. Gdyby pilnowali naprawdę, do samochodu dokupiliby zestaw paneli fotowoltaicznych, żeby emisja była całkowicie zerowa.

Ale wróćmy do Toyoty i jej strategii:

„Samochody elektryczne to nie jest jakaś specjalna innowacja”

Po dłuższej opowieści, w której okazuje się, że Toyota ma samochody oczyszczające powietrze i jest ich coraz więcej dowiadujemy się, że Samochody elektryczne to nie jest jakaś specjalna innowacja. Taki pierwszy samochód elektryczny, który był produkowany, powstał w 1914 roku (…) i już wtedy miał 180 kilometrów zasięgu, czas ładowania – 8 godzin.

Komentarz www.elektrowoz.pl: Ta wypowiedź jest marketingowym majstersztykiem. „To nie jest jakaś specjalna innowacja” sugeruje, że chodzi o rozwiązanie stare, przebrzmiałe, być może nieciekawe. Równie dobrze można by powiedzieć, że hybryda nie jest specjalną innowacją, bo napęd hybrydowy (nożno-spalinowy) miał choćby motorower Komar.

Prezydent Toyota Motor Poland kompletnie pomija tutaj postęp w technologii produkcji ogniw, tegorocznych noblistów oraz fakt, że produkt tej „niespecjalnej innowacji” ma prawdopodobnie w kieszeni – i jest to telefon komórkowy z baterią Li-ion.

> Twórcy baterii Li-ion z Nagrodą Nobla 2019 z chemii

Druga część wypowiedzi podkreśla „niespecjalność rozwiązania”. Minęło ponad 100 lat i zasięg się nie zmienił. Jacek Pawlak ani słowem nie napomyka, że sto lat temu średnie szybkości samochodów wynosiły kilkanaście kilometrów na godzinę (wspomniany Detroit Electric rozpędzał się do maksymalnie 32 km/h). Przy takiej szybkości współczesne elektryki przejeżdżają setki, a nawet ponad tysiąc kilometrów.

> Najdłuższa trasa na jednym ładowaniu? Tesla Model S przejechał… 1 078 kilometrów! [WIDEO]

„Samochody elektryczne najłatwiej jest zbudować”

Prezydent Toyota Motor Poland przechodzi do kategoryzacji zespołów napędowych: Mamy samochody elektryczne na baterie. To jest taka opcja, o której najwięcej się mówi. Dlaczego? Dlatego, że takie samochody jest najłatwiej zbudować.

Komentarz www.elektrowoz.pl: dosłownie kilka dni wcześniej Lexus zaprezentował swój pierwszy samochód elektryczny, Lexusa UX 300e. Mimo że jest takie samochody „jest najłatwiej zbudować”, auto dysponuje parametrami porównywalnymi lub gorszymi niż Kia e-Niro zaprezentowana w roku 2018. Dysponuje parametrami gorszymi Volvo XC40 Recharge.

> Elektryczne Volvo XC40 Recharge w Polsce? „W 2020 roku ani jedna sztuka”

Wnioskujemy zatem, że choć samochody elektryczne „jest najłatwiej zbudować”, to Toyota/Lexus ma z tym problem. Ups.

Najlepsze? Oczywiście: „samochody elektryczne samochody hybrydowe”

Ciekawym punktem opowieści są „samochody elektryczne hybrydowe”, którego przykładem jest wspomniany Lexus: Mamy samochody… elektryczne samochody hybrydowe, (…) [które] mają tę zaletę, że one w miastach 50-60-70 procent dystansu jadą zeroemisyjnie, ale nie trzeba ich ładować, czyli nie mają tych wad samochodu elektrycznego”.

Komentarz www.elektrowoz.pl: kolejna intrygująca wypowiedź. Stosowany dotychczas termin „samochód hybrydowy” przeistacza się w „elektryczny samochód hybrydowy”, żeby mówiąc prawdę kompletnie zamącić ludziom w głowach. Żeby było zabawniej, jest to tłumaczenie terminu HEV z przestawionymi słowami – ale nawet Toyota praktycznie nie korzystała z tego terminu.

Dodajmy, że wspomniana zeroemisyjność jest to taka gra ze słuchaczem w rodzaju „kto jest głupi, ja czy ty?” Opisywana przez prezydenta Toyota Motor Poland hybryda nie bierze energii z powietrza – do baterii trafia ona, ponieważ wcześniej ciężko pracował na to silnik spalinowy.

„Elektryczne samochody hybrydowe” = zasięg nieograniczony

Wypowiedź Jacka Pawlaka o samochodach elektrycznych to bardzo wprawnie poukładana historia. Posłuchajmy dalej: …nie mają tych wad samochodu elektrycznego, czyli wad zasięgu, bo tutaj mamy zasięg nieograniczony. I czas ładowania: ten samochód sam się ładuje, nie trzeba go doładowywać.

Komentarz www.elektrowoz.pl: kiedy prezydent Toyota Motor Poland opowiada o samochodzie elektrycznym, zawsze w pobliżu pojawia się słowo „wada”, „problem”, ogólnie: kłopot, coś niekorzystnego. Natomiast hybryda usuwa wszelkie problemy, sama się ładuje, ma nieograniczony zasięg.

Oczywiście fakty są takie, że hybryda „sama” ładuje się z benzyny, którą ktoś wcześniej nalał do baku. A jej nieograniczony zasięg jest po prostu kłamstwem.

Smutna, poukładana rozmowa

O tym, że rozmowa została wcześniej zaplanowana, można się ze smutkiem przekonać około 7:24, gdy Jarosław Kuźniar robi duży rozkrok i przechodzi nagle do wodoru. Ten gaz, jak się okazuje, jest totalnie ekologiczny. Dlaczego? Posłuchajmy:

Samochody elektryczne zasilone wodorem są zeroemisyjne w stu procent. Dlaczego? Dlatego, że dzisiaj samochody elektryczne na baterie mają ten problem [oho, znowu „problem”! „:) ] i często o tym debatujemy, że one nie do końca są zeroemisyjne. Dlatego że wyprodukowanie energii elektrycznej w Polsce, w elektrowniach węglowych, powoduje emisję około 650 gramów …

Tutaj wtrąca się potakujący prezenter: I potem ja podłączam swój samochód elektryczny i mówię ‚No, jaki ja jestem czysty’.

Komentarz www.elektrowoz.pl: zacznijmy od konstatacji pewnego smutnego faktu. Przedstawiciel Toyoty mówi o danych prognozowanych, my tymczasem wiemy, że Polska nie dotrzymała obietnicy złożonej Unii Europejskiej. W 2017 roku emisja wynosiła 778 gramów na kWh wyprodukowanej energii (źródło).

A teraz wróćmy do wodoru: prezydent Toyota Motor Poland świadomie mija się z prawdą przedstawiając tylko wybrane fakty. Wodór w samochodzie, owszem, jest zeroemisyjny – pary wodnej nie traktuje się jako szkodliwego składnika emisji – ale trzeba go jakoś wyprodukować. Jedyną czystą metodą produkcji wodoru jest elektroliza. Elektroliza wymaga dostarczenia energii.

Do wyprodukowania wodoru potrzebnego na 100 kilometrów trasy potrzeba tyle energii, że samochód elektryczny przejechałby na niej co najmniej 160 kilometrów.

Żeby było zabawniej, w tej chwili wodór produkuje się głównie z wykorzystaniem reformingu parowego. W procesie, który JEST emisyjny.

> Jaka jest emisja CO2 podczas produkcji wodoru z węgla, czyli „Polska wodorowym Kuwejtem”

Tankowanie samochodu na wodór

Jacek Polak składa konkretną obietnicę: Tankowanie samochodu na wodór trwa około 2,5-3 minut.

Komentarz www.elektrowoz.pl: Zgodnie z nagraniami dostępnymi na YouTube (patrz np. TUTAJ), tankowanie odbywa się z szybkością nieco poniżej 1 kilograma na 1 minutę. 1 kilogram wodoru to mniej więcej taka ilość gazu, jaka wystarczy do przejechania 100 kilometrów. Czyli 2,5-3 minut na tankowanie da nam dodatkowe 250-300 kilometrów zasięgu.

Dodajmy, że po każdym tankowaniu konieczne jest odczekanie od 5 do 15 minut zanim stacja uzupełni ciśnienie w zbiornikach, z których pobierany jest gaz. Jeżeli zatem podjedziemy do dystrybutora po innym samochodzie, na uzupełnienie wspomnianych 250-300 kilometrów zasięgu poczekamy 8-18 minut. Daje to w najlepszym razie +2 400 kilometrów zasięgu na godzinę. W najgorszym: +830 km/h.

Samochody elektryczne powoli dochodzą do tego przedziału, Tesla Model 3 na Superchargerach rozpędza się do +900 km/h i więcej.

Oczywiście nie doliczamy czasu na dojazd do stacji tankowania wodoru, który w Polsce wyniósłby kilka godzin. W najlepiej zorganizowanych pod tym względem Niemczech jest to już tylko kilkanaście do kilkudziesięciu minut.

> Volkswagen: Macie dylemat „baterie czy wodór”? To oczywiste: [na razie] tylko baterie!

Odradzamy oglądanie tego materiału. To reklama strategii Toyoty i chyba też Starbucksa. Celem nagrania jest próba zaczarowania rzeczywistości i odstraszenia ludzi od elektryków. I choć www.elektrowoz.pl działamy w tej samej branży co Onet Rano (czyli medialno-wydawniczej), cieszymy się, że w cztery dni to wideo zdobyło 10 razy mniej (!) wyświetleń niż zupełnie nowy odcinek z Januszem Palikotem:

Ilustracje: (c) OnetRano / YouTube

To może Cię zainteresować:
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 3 głosów Średnia: 5]