Administracja Donalda Trumpa chce poluzować normy emisji (spalania), które miały wejść w życie w nadchodzących latach. Oznacza to, że amerykański rynek będzie dopuszczał sprzedaż bardziej paliwożernych aut. To odwrócenie wyraźnego trendu ostatnich dziesięciu lat, w których duży nacisk kładziono na ekonomię (i ekologię) jazdy.

Luźniejsze normy spalania to mniej aut ekologicznych

Stany Zjednoczone od zawsze szły swoją drogą, gdy chodzi o rozwój motoryzacji. Mechanizmy ograniczające zużycie paliwa – jak wyłączanie części cylindrów podczas spokojnej jazdy – trafiały do amerykańskich aut później niż pojawiały się w Europie. Producenci nie musieli się po prostu starać.

>Jakie opony letnie wybrać? TEST Auto Bild

Sytuację zmieniła Tesla z samochodami elektrycznymi i administracja Obamy, za czasów którego rozpoczęto śrubowanie norm emisji nowych samochodów i wprowadzono obowiązek posiadania w ofercie aut elektrycznych. Agencja Ochrony Środowiska (ang. EPA) – ta sama, której wyniki zasięgu samochodów elektrycznych podajemy jako najbardziej wiarygodne – planowała, że w 2025 roku nowe auta spalinowe będą musiały palić średnio 4,32 litra na 100 kilometrów.

Zacofane Stany Zjednoczone?

Teraz wracają czasy, za którymi obywatele USA najwyraźniej tęsknią. Scott Pruitt, prezes EPA, potwierdził, że normy emisji zostaną poluzowane. Jednocześnie Pruitt podkreślił, że nie ma zamiaru poddawać się dyktatowi jednego stanu (czytaj: Kalifornii) w kwestii ograniczania emisji. Producenci powinni dawać ludziom takie samochody, jakich oni chcą.

W efekcie na amerykański rynek znowu będą trafiać auta o większym zużyciu paliwa produkowane na bazie starszych, sprawdzonych technologii. Nie do końca wiadomo, jak w tej sytuacji odnajdzie się Tesla – jeden z niewielu producentów, który nie lobbował za zluzowaniem norm emisji.

> Wypadek Tesli X: Autopilot MA PROBLEM z tym miejscem? [WIDEO]

|REKLAMA|




|/REKLAMA|

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 0 głosów Średnia: 0]