Niemieckie e.Go wyglądało jak ideał startupu rozwijającego własny pojazd elektryczny. Zarządzał nim inżynier, który znał się na rzeczy, powstał projekt samochodu, było finansowanie, stworzono jeżdżące prototypy, zebrano zamówienia, znalazła się hala montażowa, w której auto mogłoby powstawać. A teraz firma poprosiła o… ochronę przed wierzycielami, bo bankrutuje.

e.Go upada, choć miało właściwie wszystko

Firmie e.Go zabrakło tylko jednego: masowej produkcji. Nawet bogate inżynierskie doświadczenie założyciela startupu – Guenther Schuh, profesor politechniki w Aachen i współzałożyciel firmy StreetScooter – i solidna kadra inżynierska nie poradziły sobie, gdy przyszło do seryjnego wytwarzania samochodu. Udało się wykonać jeżdżące prototypy, e.Go obiecywało start linii montażowych w 2018 roku i nic z tego nie wyszło (źródło):

> Niemiecki startup e.GO uruchamia fabrykę samochodów. Firma powstała 1,5 roku przed ElectroMobility Poland

Nie udało się właściwie do dziś.

Wobec braku masowej produkcji największym wrogiem samochodu okazał się czas. W 2017 roku parametry e.Go Life i jego cena były akceptowalne. W 2018 od biedy uchodziły. W 2019 zaczęły odstawać od rynku, a dziś, w 2020 roku samochód w ogóle nie jest atrakcyjny.

> Niemiecki e.Go Life tuż przed debiutem: 21,5 kWh baterii, 89 km zasięgu WLTP. ElectroMobility Poland celuje wyżej

Ostatnią deską ratunku miał być inwestor z Chin, jednak najwyraźniej nie udało się go pozyskać. Teraz firma znajduje się na etapie zbliżonym do upadłości układowej: samodzielnie zarządza swoim bankructwem i usiłuje tak się przeorganizować, żeby spłacić lub doprowadzić do umorzenia części długów. To mogłoby pomóc jej w wyjściu na prostą.

Niestety, ogólnoświatowa zaraza raczej jej w tym nie pomoże.

ElectroMobility Poland i Polski Samochód Elektryczny są w znacznie lepszej sytuacji

Na tym tle ElectroMobility Poland, firma rozwijająca Polski Samochód Elektryczny, prezentuje się doskonale. Zarządza nią Piotr Zaremba, od wielu lat szef i dyrektor, wykształcony politolog. Człowiek, który na branżę spogląda z zewnątrz, widzi znacznie więcej niż inżynier obserwujący z rozpaczą swój idący pod wodę projekt.

Podobnym ratunkiem dla firmy Intel, producenta m.in. procesorów, okazał się na początku XXI wieku Paul Otellini. Przez trzy lata musiał rządzić za pośrednictwem prezesa-inżyniera, bo akcjonariuszom nie podobało się jego ekonomiczne wykształcenie.

Wróćmy do ElectroMobility Poland: choć samochód projektowany jest przez włoskie Torino Design, a we Włoszech, jak wiadomo, szaleje zaraza, czerwcowa prezentacja prototypów niekoniecznie musi być zagrożona. Już na początku marca Tadeusz Jelec, wspierający EMP projektant, w wywiadzie dla Polskiej Agencji Prasowej sygnalizował, że prace zostały sfinalizowane i osiągnięto „rezultat” (podkreślenie redakcji www.elektrowoz.pl, źródło):

Byłem łącznikiem pomiędzy grupą warszawską a Torino Design. Jednocześnie uczestniczyłem w całym procesie projektowym. Rezultat jest rzeczywiście czymś, czego tak naprawdę nie oczekiwałem. Włosi wykazali się niesamowitym profesjonalizmem, mieliśmy fantastyczne wsparcie.

ElectroMobility Poland ma w tej chwili zagwarantowane finansowanie ze spółek energetycznych, a obecny przestój w zakładach obsługujących branżę motoryzacyjną może, paradoksalnie, pomóc przedsiębiorstwu w szybkim i tanim zorganizowaniu fabryki Polskich Samochód Elektrycznych. Szczególnie, że wykonano już wstępny projekt fabryki:

> Prezes ElectroMobility Poland: Mamy już wirtualne prototypy, robimy też due dilligence na lokalizacjach pod fabrykę

Prototypy SUV-a i hatchbacka powinniśmy zobaczyć w czerwcu tego roku, jeden ma być w funkcjonalny i jeżdżący, drugi będzie modelem wystawowym. Produkcja powinna wystartować najdalej w roku 2023.

To może Cię zainteresować:
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 5 głosów Średnia: 3]