Gdy Kia e-Soul – nietypowy crossover segmentu B-SUV – zadebiutowała, spekulowaliśmy, że samochód będzie się rozpoczynał od 140-150 tysięcy złotych dla wariantu z baterią o pojemności 39,2 kWh. Faktycznie, auto kosztuje w Niemczech od 37 990 euro, co w Polsce odpowiadałoby 145,5 tysiąca złotych. Na jaki próg dopłat powinniśmy zatem nalegać? Czy 125 tysięcy złotych nie jest aby zbyt niską kwotą?  Spróbujmy przeanalizować to zagadnienie.

Ceny Kia e-Soul w Niemczech a próg dopłat w Polsce

Jeśli wejdziemy na stronę kia.de, szybko przekonamy się, że cennik samochodu startuje od następujących kwot:

  • Kia e-Soul 39,2 kWh – 33 990 euro,
  • Kia e-Soul 64 kWh – 37 790 euro.

Obie wartości uwzględniają już dopłatę w wysokości 4 tysięcy euro, więc faktyczne kwoty to 37 990 oraz 41 790 euro. W przeliczeniu na złotówki będzie to około 145,5 tysiąca złotych za wersję 39,2 kWh oraz 161 tysięcy złotych za wariant 64 kWh. To znacznie więcej niż maksymalny próg cenowy, powyżej którego żadna dopłata się nie należy, a który ustalono na poziomie 125 tysięcy złotych:

> Dopłaty do samochodów elektrycznych 2019. Cena auta maksymalnie 125 tys. złotych, dopłata: do 37,5 tys. złotych

Jaki próg dla dopłat do samochodów elektrycznych?

Z badania przeprowadzonego przez ElectroMobility Poland wynika, że Polacy chcą samochodu segmentu C (kompakt), który osiągnie 300-400 kilometrów zasięgu i będzie jakości Toyoty/Hondy. Aby spełnić te warunki, należałoby ustawić próg dopłat na poziomie około 190-200 tysięcy złotych.

Czy jednak żądanie, by właściciele samochodów spalinowych dorzucali się co bogatszym obywatelom do Tesli, czyli marki premium – aby na pewno jest fair? Z drugiej strony: czy próg 125 tysięcy złotych nie został przypadkiem ustawiony za nisko?

Spróbujmy oszacować, jaka powinna być faktyczna wartość auta, byśmy mogli uznać, że dobrze wydajemy publiczne pieniądze. Przyjrzyjmy się krajowemu rynkowi aut nowych.

Jakie samochody kupują Polacy

Zgodnie z zestawieniem IBRM Samar za pierwsze półrocze 2019 roku, ranking TOP10 najchętniej kupowanych samochodów w Polsce zdominowany jest przez auta segmentu C, ewentualnie C-SUV, czyli kompakty (źródło). Są one na tyle małe, że znośnie manewruje się nimi na parkingach, oraz na tyle duże, że mogą posłużyć do rodzinnego wyjazdu na wakacje.

Proponowany próg w wysokości 125 tysięcy złotych nie wystarczy do zakupu żadnego auta segmentu C. Nawet zapowiadanego najtańszego Volkswagena ID.3.

Być może zatem najroztropniejsze byłoby podniesienie progu do 150 tysięcy złotych? Ustawienie go na tym pułapie ma sporo zalet:

  • nie dopłacamy do marek premium, czyli do Tesli lub BMW i3,
  • dajemy wybór między całkiem sensowną liczbą modeli w segmentach A, B/B-SUV, C, a może nawet C-SUV,
  • dzięki dopłatom obniżamy ceny samochodów elektrycznych do poziomu samochodów hybrydowych, które przecież nadal są autami spalinowymi,
  • ze względu na roczny okres utrzymania auta przez właściciela przyczyniamy się do rotacji na rynku.

Minusem progu na poziomie 150 tysięcy złotych jest obcięcie wyboru do aut z bateriami o pojemnościach do około 40 kWh i zasięgach 230-270 kilometrów. To za mało, żeby przekonać użytkowników, że warto przesiąść się na samochód elektryczny. A dotowanie komuś zakupu drugiego czy trzeciego auta w rodzinie trudno nazwać opcją ekologiczną.

Dlatego wydaje nam się, że optymalną wartością jest próg na poziomie 170 tysięcy złotych, czyli równowartość 40 tysięcy euro. Taka kwota:

  1. obejmuje cały szereg pojazdów z bateriami 40-50 kWh, które mogą posłużyć do wygodnej jazdy miejskiej.
  2. zahacza o pojazdy z bateriami 60+ kWh, które są samochodami uniwersalnymi,
  3. niemal nie promuje segmentu premium.

Punkt trzeci to zabezpieczenie przed zarzutem „rozdawania bogatym pieniędzy biednych”. Punkt drugi z kolei odpowiada na preferencje zakupowe Polaków i umożliwia im wybór jednego tylko samochodu elektrycznego, który posłuży zarówno do poruszania się po mieście, jak też do wyjazdu na urlop.

> Zniechęcasz innych do zakupu elektryków, bo „są za drogie”? Sam sobie szkodzisz [FELIETON]

Gdyby nasza propozycja została uwzględniona, koszty zakupu Kii e-Soul mogłyby wyglądać następująco (po uwzględnieniu dopłat):

  • Kia e-Soul 39,2 kWh – 108 tysięcy złotych,
  • Kia e-Soul 64 kWh – 123,5 tysiąca złotych.

Niewiele drożej wypadłaby Kia e-Niro, która mogłaby śmiało konkurować z Toyotą RAV4. Renault Zoe ZE 40 zjechałby poniżej 100 tysięcy złotych i wreszcie przestałby odstraszać na tle innych modeli segmentu B. Nie mówiąc już o Oplu Corsa-e, który dotarłby do poziomu 87 tysięcy złotych, czy Volkswagenie e-Up (2020) za około 60 tysięcy złotych.

Jako że dziś mija ostatni dzień zgłaszania uwag do projektu rozporządzenia w sprawie dopłat do samochodów elektrycznych – Uwagi, wnioski i opinie należy składać do dnia 22 lipca 2019 roku na adres: [email protected] – postanowiliśmy, że zasugerujemy właśnie taki próg: 170 tysięcy złotych. Wydaje nam się, że jakakolwiek niższa wartość nie spełni swojej roli.

Zdjęcie otwierające: Kia e-Niro (po lewej) i Kia e-Soul (po prawej) (c) Kia

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 1 głosów Średnia: 5]