W 2013 roku Ferdinand Piëch, ówczesny szef rady nadzorczej Volkswagena, przejechał się Teslą Model S. Samochód tak mu się spodobał, że postanowił dodać markę Tesla do swojej kolekcji. Zaczął nawet przygotowania do przejęcia, ale Elon Musk nie przyjął oferty.

Ferdinand Piëch, magnat rynku motoryzacyjnego i wielki miłośnik dobrych samochodów

Piëch, wnuk Ferdinanda Porsche, przez wiele lat budował potęgę koncernu Volkswagena. Kiedy natykał się na markę, która urzekała go motoryzacyjnie, robił wszystko, by ją przejąć. Udało mu się z Lamborghini, Bentleyem czy Bugatti, nie udało mu się z Teslą, donosi niemiecki Manager Magazin.

W lipcu 2013 roku Ferdinand Piëch miał się przejechać Teslą Model S. Był pod takim jej wrażeniem, że wraz z radą nadzorczą Grupy przygotował plan przejęcia kalifornijskiego producenta. Znacznie mniej entuzjastycznie do tematu mieli podchodzić Martin Winterkorn, ówczesny prezes Volkswagena, oraz Ulrich Hackenberg, główny inżynier marki, ale Piëch po kilku tygodniach miał już gotową grupę bankierów inwestycyjnych pracujących nad ofertą przejęcia Tesli.

Do niczego nie doszło, Elon Musk odrzucił propozycję (źródło).

Volkswagen nie skomentował informacji podanych przez Manager Magazin, więc od tego miejsca możemy tylko spekulować. Czy Piëch wyczuł, że ma do czynienia z technologią, która lada chwila będzie podbijać świat? A może chodziło o schowanie Tesli do zamrażarki, jak to koncerny naftowe zrobiły z ogniwami niklowo-wodorkowymi? A może wreszcie technologia Tesli trafiłaby do aut Porsche i Audi, by z miejsca zdemolować całą konkurencję?

Zdjęcie otwierające: Ferdinand Piëch pokazujący Volkswagena Lupo 3L TDI, pierwsze auto na świecie spalające mniej niż 3 litry paliwa na 100 kilometrów (c) Volkswagen, 1999

To może Cię zainteresować:
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 12 głosów Średnia: 2.8]