Zdaniem ekspertów motoryzacyjnych, Tesla boryka się z tymi samymi problemami, które inne koncerny motoryzacyjne miały 30 lat temu. Wszystko przez chęć przesadnej automatyzacji linii produkcyjnych.

Automatyzacja = przestoje

W latach osiemdziesiątych XX wieku, General Motors postanowiło zawalczyć z rosnącą konkurencją ze strony Toyoty i zainwestowało w automatyzację linii produkcyjnych. Firma wydała setki miliardów dolarów, co skończyło się katastrofą.

> Tesla Model 3 Performance: dane techniczne i zaproszenie do konfiguracji w tym tygodniu

Jak opisuje portal Ars Technica, linie produkcyjne działały niepoprawnie, roboty malowały siebie zamiast karoserii, a każda awaria wymagała wzywania technika-specjalisty. W tym samym czasie wykwalifikowani robotnicy stali przy taśmie i czekali. Co więcej: fabryka GM zatrudniała 5 tysięcy ludzi, podczas gdy znacznie słabiej zautomatyzowana fabryka Forda położona niedaleko miała tylko 3,7 tysiąca pracowników – a produkowała więcej aut!

Teraz, spekulują eksperci, Tesla potknęła się o to samo. Zamiast zoptymalizować proces produkcyjny, a dopiero później przyspieszać go z użyciem automatyki – firma Muska zbudowała linię naszpikowaną robotami. I choć prezes Tesli usiłuje na bieżąco rozwiązywać problemy, on sam przyznał, że odsunięcie od pracy ludzi było złym pomysłem.

> Tesla oferuje fabrykę w Fremont jako… zabezpieczenie w kredycie

Specjaliści z branży uważają, że to kwestia poprzednich doświadczeń Elona Muska. Człowiek, który wzbogacił się na rozwoju oprogramowania, przywykł do pracy na wersjach beta software’u, które powstaje zanim jeszcze zostało do końca zaprojektowane. W przypadku tak złożonego logistycznie przedsięwzięcia, jakim jest produkcja samochodów, to podejście skutkuje problemami.

|REKLAMA|




|/REKLAMA|

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 3 głosów Średnia: 3.3]