BBC donosi, że niektórzy brytyjscy nabywcy elektrycznego Nissana Leafa czują się rozczarowani zakupem. Twierdzą, że oszukano ich na szybkości ładowania samochodu i na zasięgu auta na baterii. Nissan odpiera zarzuty.
Coraz gorsze opinie o Leafie (2018)?
Świeżo upieczeni właściciele auta wyznają (źródło), że zostali wprowadzeni w błąd przy zakupie. Zasięg 378 kilometrów – obliczony według procedury NEDC, a więc nierealny od samego początku – jest niemożliwy do osiągnięcia. Realny zasięg samochodu to 240-250 kilometrów, o czym zresztą auto informuje tuż po uruchomieniu:
Realne zasięgi wybranych samochodów elektrycznych w dobrych warunkach przy spokojnej jeździe. Nissan Leaf (2018) to drugi czerwony pasek od góry (c) www.elektrowoz.pl
Oprócz tego Leaf ładuje się nawet trzy razy dłużej niż wynikałoby to z obietnicy producenta – jeden z użytkowników spędził przy stacji ładowania 2,5 godziny zamiast 40-60 minut z powodu rozgrzanych baterii (patrz: rapidgate).
> Nissan Leaf (2018) – dane techniczne
Brytyjski oddział Nissana broni się, że szybkość ładowania samochodu może zależeć od wielu warunków, w tym szybkości jazdy i liczby szybkich ładowań. Podkreśla również, że informacje te są wyszczególnione w instrukcji samochodu.
Żaden inny znany nam samochód elektryczny, który znajduje się obecnie w sprzedaży, nie obniża mocy drugiego szybkiego ładowania o połowę.
Nissan Leaf: warto czy nie? – opinia redakcji
Nissan Leaf jest w 2018 roku samochodem elektrycznym o rozsądnym stosunku możliwości do ceny. Dobrze sprawdzi się w mieście i okolicach, w takich warunkach powinien uzyskać 250-280 kilometrów zasięgu.
Gdy jednak zdecydujemy się na dłuższą podróż, warto tak ją zaplanować, by nie miała więcej niż 350-400 kilometrów (o ile to w ogóle możliwe). Drugie szybkie ładowanie faktycznie będzie bowiem trwało 2-2,5 raza dłużej niż pierwsze.
|REKLAMA|
|/REKLAMA|