Nazar Shymone-Davyda pojawił się na III Forum Przemysłowym / 3rd Industry Forum w Karpaczu. Jego relacja stamtąd, którą zamieścił na Facebooku, jest nieco smutna. Oto, jak argumentowano, dlaczego samochody elektryczne w Polsce są bez sensu.

Trzecie Forum Ekonomiczne w Karpaczu

Shymone-Davyda nie miał najlepszego zdania o ekspertach, którzy się tam pojawili. Jego zdaniem powtarzali oni stereotypy. Argumenty przeciwko samochodom elektrycznym, jakie tam padały, zamieścił na na Facebooku wraz z własnymi kontrami.

My powtórzymy tylko oryginalne wypowiedzi i spróbujemy się do nich odnieść, ponieważ część argumentów rzeczywiście pochodzi sprzed mniej więcej 15-20 lat.

Dlaczego samochody elektryczne nie mają sensu w Polsce – argumenty ekspertów

Oto odpowiedzi, jakie padały podczas panelu dyskusyjnego:

  1. Ponieważ przyszłością rozwoju jest wodór, a nie baterie.
  2. Ponieważ samochody elektryczne dobre są dla małych państw (zasięgi), a Polska jest wielka.
  3. Ponieważ samochody elektryczne są tylko dla bogatych krajów jak Norwegia.
  4. Ponieważ nie infrastruktura elektroenergetyczna nie wytrzyma ładowania elektryków.

Warto powiedzieć, że pierwszy z tych argumentów – mocno promowany przez  niektórych producentów samochodów – weryfikuje życie: w Niemczech w tym roku kupiono tylko cztery auta na wodór w porównaniu do parudziesięciu tysięcy samochodów elektrycznych. Audi już oficjalnie wycofało się z prac nad autami napędzanymi wodorem, co oznacza, że wodorem przestał interesować się również Volkswagen (prace badawcze prowadzone były tylko Audi).

Drugi argument łatwo zbić pokazując ranking zasięgów elektryków według Auto Bilda – pisma naprawdę niechętnego samochodom elektrycznym – lub naszą mapę zawierającą realne zasięgi samochodów elektrycznych (EPA) na tle Polski:

O argumencie numer trzy porozmawiamy za chwilę. Przejdźmy teraz do argumentu numer cztery:

Argument nr 4 – uczestnicy Forum nie czytali raportu Ministerstwa Energii!?

Najłatwiej rozprawić się z wątpliwością numer cztery. Jest ona o tyle zaskakująca, że elektromobilność w Polsce rozpoczęła się od raportu Ministerstwa Energii, który każdy z uczestników powinien znać. Otóż z obliczeń Ministerstwa Energii jasno wynika, że podłączenie miliona samochodów elektrycznych nie powinno szczególnie obciążyć infrastruktury!

Milion równocześnie ładujących się samochodów elektrycznych spowoduje niewielkie dodatkowe (linia fioletowa) zapotrzebowanie na moc w stosunku do zapotrzebowania, które występuje dzisiaj (linia czerwona):

Ładowanie samochodów nocą jest nie tylko logiczne, ale wręcz pomaga polskim wytwórcom energii: pozwala bowiem na wykorzystanie tego, co normalnie zostałoby zmarnowane.

Istnieją zresztą opracowania niezależne (na przykład brytyjskie), zgodnie z którymi wymiana wszystkich (!) jeżdżących w kraju aut na elektryczne powodowałaby wzrost obciążenia sieci elektroenergetycznych o 10 procent, a w szczycie maksymalnie do 30 procent – i dopiero to ostatnie rzeczywiście może być problemem dla infrastruktury:

> Linie elektryczne nie wytrzymają ładowania „elektryków”? [RAPORT]

Argumenty sensowne

Wśród wymienianych argumentów przeciwko samochodom elektrycznym pojawiły się też takie, które naszym zdaniem mają sens. Oto co obniża zapotrzebowanie rynku na auta na prąd:

  1. Wysoka cena samochodów elektrycznych.
  2. Brak wsparcia ze strony państwa.
  3. Brak infrastruktury do ładowania i brak inwestycji w nią ze strony państwa.

Każdy z tych argumentów wydaje się być logiczny. Wysoka cena skutecznie odstrasza potencjalnych nabywców i nawet wysokie państwowe dotacje nie zawsze pomagają (co widać po liczbach na Słowacji).

Jednak również powyższe problemy łatwo rozwiązać. Aby poradzić sobie z przeciwnościami, trzeba informować użytkowników o zaletach, jakie niesie za sobą korzystanie z aut elektrycznych.

|REKLAMA|




|/REKLAMA|

Jakie są zasięgi samochodów elektrycznych? Zalajkuj nas i ZOBACZ:

To może Cię zainteresować
Ocena ogólna
Ocena Czytelników
[Suma: 7 głosów Średnia: 5]